Stanisław Nowak o dr. Józefie Nowaku

Pisaliśmy już o dr. Józefie Nowaku, a także przypomnieliśmy jego tekst o Garwolinie opublikowany w miesięczniku „Zdrowie” w 1898 r. Dzisiaj uzupełniamy dane o garwolińskim lekarzu na podstawie wspomnień jego bratanka, dr. Stanisława Nowaka (1874-1940). Postać tego ostatniego jest sama w sobie interesująca. Najkrócej można powiedzieć, że był on tym samym dla Częstochowy, czym dr Józef Nowak dla Garwolina. Pod wpływem swojego stryja został lekarzem i jak on wykazywał wielkie zaangażowanie w pracy społecznej. On także zyskał sobie szacunek i ludzką pamięć. Został rozstrzelany przez Niemców 3 lipca 1940 r. w ramach akcji AB – planu mordowania polskiej inteligencji.

 

Dr Stanisław Nowak w latach 30. XX w. opublikował 2 części swoich wspomnień, na podstawie których możemy uzupełnić informacje o dr. Józefie Nowaku z Garwolina.

 

 

Ze wspomnień dowiadujemy się, że dr Józef Nowak wcześnie utracił rodziców. Wychowaniem jego i jego brata, Wincentego, zajęło się rodzeństwo, które zadbało o wyższe wykształcenie młodszych braci. Wincenty skończył wydział prawny Szkoły Głównej Warszawskiej i przez całe życie pracował w sądownictwie – był pisarzem hipotecznym w Łęczycy. W historii tego miasta Wincenty Nowak zapisał się jako uczestnik powstania styczniowego i do dzisiaj pamięć o nim tam nie wygasła. Jego synem był Stanisław Nowak, późniejszy częstochowski lekarz i autor wspomnień. Stanisław zanotował, że ojciec niechętnie wspominał o powstaniu i że jego pokolenie straciło wiarę w powodzenie zbrojnych zrywów.

 

Pod wpływem swojego stryja Stanisław Nowak wybrał zawód lekarza:

Wahałem się długo, czy wstąpić na medycynę, czy na prawo; początkowo marzyłem o adwokaturze, ostatecznie zdecydowałem się zostać lekarzem. Rodzice pozostawili mi zupełną swobodę przy wyborze zawodu. Stryj mój dr. Józef Nowak był wówczas bardzo wziętym lekarzem prowincjonalnym (praktykował w Garwolinie) o dużych aspiracjach społecznych, i to mnie zachęciło do pójścia w jego ślady.

Zawód lekarski miał mi dać maximum możliwej niezależności na polu politycznem i społecznem, był to w owym czasie naprawdę wolny zawód, w dodatku zawód bardzo zaszczytny. Lekarze cieszyli się wśród społeczeństwa polskiego wielkim szacunkiem, pozycja ich w hierachji społecznej stała bardzo wysoko, nawet władze rosyjskie miały dla niego duży respekt. Niejeden też z młodzieńców ówczesnych, choć nie czuł w sobie specjalnego zamiłowania do medycyny, szedł na nią, nęciła go niezależność pracy; oddychać pełną piersią, być panem własnej myśli, mieć jak najmniej styczności z władzami rosyjskiemi, oto był ideał ówczesnej młodzieży. Z tych to więc względów wybrałem medycynę, jako przyszły swój fach. W sierpniu 1893 r. pojechałem na dwa dni do Warszawy i zapisałem się na wydział lekarski. We wrześniu byłem już medykiem i, jak wówczas mówiono, studentem Warszawskiego Uniwersytetu. [Cz. 1, s. 39-40]

 

Różnił się jednak od swojego ojca i stryja. Nie chciał zakopać się w małym miasteczku i zapracować się na śmierć:

Przede mną stanęło hamletowskie „to be or not to be “; dokąd się udać? gdzie osiąść? Małomiejska praktyka lekarska nie uśmiechała mi się zupełnie; przykład mojego stryja, który dwadzieścia kilka lat strawił na chłopskich wozach i na żydowskich brykach i nabawił się nieuleczalnej choroby serca, nie zachęcał mnie do pójścia w jego ślady. Na samą myśl spędzenia reszty mego życia w niedużem miasteczku przechodziły mnie ciarki. O osiadaniu na prowincji marzyli tylko młodzi lekarze, którzy byli albo wielkimi idealistami, albo ludźmi znajdującymi się w bardzo trudnych warunkach materjalnych, zmuszonymi szukać szybkiego zarobku. Niejeden młody lekarz,  marzyciel i idealista, gotowy do poświęceń, szedł na całopalenie i osiadał na prowincji, by tam po szeregu lat bądź ulec w nierównej walce i zasymilować się z otoczeniem, stać się groszorobem lub karciarzem, bądź uciec po kilku latach do stolicy, bądź zgorzknieć i opuścić ręce, niekiedy znowu ściągnąć na siebie gromy potępienia ze strony świętoszków i kołtunów, a niekiedy powędrować do cytadeli lub na Sybir; taki był los młodych lekarzy, którzy osiadali na prowincji z pobudek naprawdę szlachetnych; o innych, którzy szukali tylko kawałka chleba, nie mówię, ci upadali jeszcze szybciej; zapewne niejeden z nich stawał się bardzo poważnym, wziętym i dobrym lekarzem, opływał w dostatki, był do wszystkiego, do “tańca i różańca”. [Cz. 1, s. 147]

 

Ze wspomnień wynika, że w czasach młodzieńczych Stanisław musiał być częstym gościem w Garwolinie, ponieważ wspomina lekarzy, których spotkał w domu swojego stryja. Wymienia dra Franciszka Bellona, który według “Rocznika Lekarskiego” z 1893 r. pełnił funkcję lekarza fabrycznego w Czechach. Wspomina także kolegę stryja dra  Józefa Tchórznickiego, z których dr Józef Nowak mógł się zetknąć podczas studiów i z którym współpracował w komitecie higieny ludowej w trakcie przygotowań do wystawy higienicznej.

 

Dr Stanisław Nowak musiał przejąć po swoim stryju wszystkie medyczne pozostałości, bowiem w 1903 r. w Warszawie na wystawie higieniczno-dydaktycznej poświęconej “uzdrowieniu prowincji” wystawiał eksponaty świadczące o jego powiązaniu z Ziemią Garwolińską.

Kurjer Warszawski, 24 kwietnia 1903, nr 112


ośmioraki

 

Obie części wspomnień dr Stanisława Nowaka dostępne są w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej. Ich oryginały znajdują się w Bibliotece Śląskiej. Fragment artykułu z “Kurjera Warszawskiego” został pobrany z eBiblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, a jego oryginał znajduje się w Bibliotece Uniwersytetu Warszwskiego.

One thought on “Stanisław Nowak o dr. Józefie Nowaku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz uzupełnij równanie/To add a comment complete the equation UWAGA/ATTENTION!!! Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.