Życie codzienne robotników Huty Czechy

W poprzednim wpisie o pojawieniu się rodziny Hordliczków na Ziemi Garwolińskiej była wzmianka o tym, że huta Czechy stanowiła „wzorową instytucję pod względem filantropijnego urządzenia„. Oznaczało to, że zasady prowadzenia fabryki uwzględniały interesy robotników i oferowały im takie warunki pracy, które przyczyniały się zarówno do pomyślnego funkcjonowania fabryki, jak i sprzyjały rozwojowi lokalnej społeczności. Zastosowane przez Hordliczków mechanizmy zdecydowanie wyprzedzały czasy i były unikalne nie tylko na skalę Królestwa Polskiego, ale i Europy. Możemy tylko pogratulować Ziemi Garwolińskiej, że na jej terenie pojawili się prekursorzy społecznej odpowiedzialności biznesu.

Poniżej zamieszamy fragment książki Samuela Smiles, pt. Pomoc własna (wyd. 3, Warszawa 1879), w której fabryka Hordliczków w Trąbkach stawiana jest za wzór. Mamy przy okazji możliwość poznania warunków pracy i życia robotników z Trąbek.

Wpływ dobrego przykładu, wynikający z otoczenia ludźmi uczciwymi, spełniającymi swe obowiązki, dotyka nietylko dzieci i młodzież, ale i starsze już nawet pokolenia i zrządza częstokroć w ich obyczajach, prowadzeniu się cudowną niemal przemianę. Dlatego też ci wszyscy, którzy się krzątają około poprawy obyczajów i mają na widoku ulepszenie tym sposobem doli całej ludzkości, niech pamiętają, że obok instytucyj, któreby pracę tę ułatwić mogły winni stać doskonali ich wykonawcy, którzyby wskazywali własnym przykładem wysoką swych nauk wartość. Bardzo często się zdarza, iż ludzie majętni lubią się zabawiać w filantropię, zakładają czy to w swych dobrach, czy w fabrycznych osadach rozmaite instytucye, już to dobroczynne już wychowawcze, ale niestety z małym skutkiem; instytucye te bowiem powierzone rządcom płatnym i często źle wybranym, nie rozsiewają tego światła, nie przynoszą tych dobrodziejstw, jakie przynosić miały. Tymczasem tam, gdzie właściciele sami około tych zakładów pracują, troszczą się o nie, gdzie w wyborze ludzi przewodniczących pilnie na ich moralne przymioty zważają, instytucye te kwitną i są rzeczy wistem naczyniem dobrego, napełnionem żywym duchem. Takie fabryki opatrzone w wyborne miłością chrześcijańską właścicieli i przewodników ogrzane instytucye, są, że tak powiemy, jak wzorowy dom obywatelski, gdzie nietylko dzieci ale i służący budują się przykładem. Osady fabryczne tego rodzaju są rzadkością, i dla tego też dla przykładu przytoczymy zakład wyrobu szkła i kryształów we wsi Trąbki w pow. Garwolińskim gub. Siedleckiej leżący. Należy on do braci Edwarda i Wilhelma Hordliczków, a jak jest wzorowo pod względem bytu materyalnego i moralnego pracujących robotników urządzony, dowodem, iż przypuszczony został do konkursu o nagrodę 100,000 franków, za najlepsze urządzenie stanu klas pracujących przez Cesarza Napoleona III, na wystawie Paryzkiej 1867 roku wyznaczoną. Urządzenia w fabryce tej nie są zachceniami fantazyi, ale powstały z pracy samoistnej i ciągłych starań w tym kierunku. Pierwszą ich podstawę położył stryj obecnych właścicieli Ignacy Hordliczka.

Całą swą znaczną fortunę zawdzięczał on samodzielnej pracy. Urodził się w czeskiem, dziś krwawo wsławionem miasteczku Skalicami zwanem, d. 13 Lipca 1786 roku z rodziców ubogich, licznem obarczonych rodzeństwem. Był najmłodszym z pomiędzy czterech braci i dwojga sióstr, a urodzeniu jego towarzyszyła śmierć ojca, za którym nie długo poszła i matka do grobu. Młody Ignacy oddanym został na wychowanie do niemieckiej szkółki utrzymywanej w poblizkiej wsi, poczem udał się w 12 roku życia do Pragi (czeskiej), gdzie odbywał termin u brata swego, będącego w tem mieście kupcem. Wyzwoliwszy się, był jakiś czas subiektem, następnie pracował w fabryce chemicznej, a nauczywszy się sposobu trzymanego wówczas w sekrecie wyrabiania octu winnego, przybył do Warszawy i ze szczupłym fundusikiem około 3,000 złp. wynoszącym założył fabrykę. Tu po kilkunastu latach zdołał już zebrać taki sposób, iż w 1820 roku, przystąpił do spółki, mającej na celu założenie huty szkła we wsi Barczący w powiecie Stanisławowskim. Jakoż fabryka stanęła, a Hordliczka spłaciwszy spólników stał się jej wyłącznym właścicielem; po pewnym jednak przeciągu czasu, gdy zapas drzewa w okolicy wyczerpnął się, fabryka przeniesioną została do wsi Trąbki, gdzie założono osobną osadę nazwaną Czechy, Ignacy Hordliczka już w samym początku założenia fabryki urządził szkółkę dla dzieci robotników, oraz otworzył przy niej oddział nie dzielny dla uczniów fabrycznych i tych robotników, którzyby dążność ku oświacie pokazali. Jednocześnie zorganizowaną została kasa oszczędności i emerytalna dla wdów i sierot, oraz w celu utrzymania lekarza i apteki miejscowej. Wszystko, co było w zawiązku w Barczącej, silniej rozwinęło się w Czechach.

Po śmierci Ignacego Hordliczki w 1854 roku, zakład objęli w posiadanie dwaj synowcowie i obecnie prowadzą go dalej, pomnażając pieczołowicie to wszystko, co los robotników może uczynić znośniejszym, co rozbudza moralne życie. Ażeby zapoznać czytelników ze skutkami urządzeń na tej osadzie, wyjmujemy ustęp z broszury w r. 1867 wydanej, obejmującej opis tych fabryk. Ustęp ten brzmi : „Sobota jest dniem wypłaty i robotnicy pobierają albo całkowite wynagrodzenie za wykonaną pracę, albo tak zwane kostgeld, to jest zaliczkę — a w takim razie co dziesięć tygodni odbywa się ogólny rachunek, i podług zapisanej w książeczce pracy, robotnik odbiera resztę przypadającej kwoty, po strąceniu sumki dla kasy oszczędności. Mając zapewnione takie wpływy, kasa oszczędności posiada obecnie funduszu rsr. 3,477 kop. 75, stanowiącego własność uczestników. Oprócz kasy oszczędności znajduje się także kasa wsparcia dla chorych. Z funduszów tej kasy płatni są: doktór, apteka, oraz ponoszone niezbędne wydatki przy ratowaniu chorych uczestników. Rozchód tej kasy zwykle w końcu roku równa się z przychodem, w razie zaś niedoboru potrzebne wydatki pokrywają właściciele fabryki. Przezorność posunięto jeszcze jeden krok dalej; w wypadkach bowiem długiej choroby robotnicy popadają w nędzę, a w razie śmierci rodziny częstokroć nie mają ozem opędzić koniecznych w takim razie wydatków. Wtedy pierwszą pomocą są pieniądze, złożone na konto każdego pracującego w fabryce w kasie oszczędności, a gdy tych już zabraknie, właściciele fabryki, oficyaliści i robotnicy zbierają braterską składkę dla nieszczęśliwego. A braterstwo to tak dobrze jest zrozumiane, iż nie było przykładu, aby wezwanie do dobrowolnej składki nie przyniosło odpowiedniej kwoty.

Każdy zmarły fabrykant chowany jest kosztem ogółu, skromnie ale przyzwoicie; rodzina zaś i sieroty po zmarłym otrzymują bezpłatne pomieszkanie i opał, a jeżeli mogą pracować i mają chęć do robót w fabryce, znajdują w niej zatrudnienie. Pozostały po zmarłym w kasie oszczędności fundusz stosownie do uznania rady familijnej użytym zostaje, a jeżeli suma ta nie wystarcza na cel wskazany, natenczas kasa wdów i sierot w pomoc przychodzi, ustalając byt pozostałych sierot. Pracującemu w fabryce robotnikowi za trzymiesięcznem naprzód wymówieniem wolno jest wydalić się z zakładu i odebrać należność, jaka mu przypada wraz z pod niesioną z kasy oszczędności sumą. Jestto jedna z najpiękniejszych właściwości fabryk pp. Hordliczków; żaden bowiem robotnik nie opuszcza ich bez większego lub mniejszego zapasu, jakby zadatku pracowitości, oszczędności i porządku w życiu, które prowadził pod okiem ludzkich właścicieli. Wiedzą o tem pracujący i wydalenie się ich z fabryki należy do nader rzadkich wypadków. W ogóle zaś przywiązują się robotnicy silnie do osady, w której znaczna część ich się urodziła, pobierała naukę, połączyła się węzłem rodzinnym i stosunkami rolnego i materyalnego bytu.

Skutkiem tych wszystkich urządzeń w jedną organiczną całość ekonomiczną wybornie połączonych, byt moralny i materyalny ludności fabrycznej przedstawia stan kwitnącej zamożności i oświaty. Moralność w porównaniu z moralnością pracowników w innych zakładach, przedstawia wzór godny ze wszech miar naśladowania. Przykłady pijaństwa są bardzo nieliczne, prawie wyjątkowe, krnąbrność i zuchwalstwo nie przytrafiają się skutkiem złagodzenia obyczajów, a próżniactwo od młodości ścigane, nie może się na dobre rozkrzewić. W ogóle urządzenie honorowych, pieniężnych kar poprawczych na dochód kasy wdów i sierot, wpływa w sposób błogosławiony; zbaczający z drogi prawej i opuszczający się w pracy, w takiej karze znajdują odpowiedni hamulec. Działa tu nietylko wysokość kary, lubo i to nie jest lekceważonem, ile raczej wstyd ponoszenia strofu, który ogół uczestników uchwala.

Właściciele też wcześnie zrozumieli, iż każda społeczność, a tem więcej fabryczna, opierać się musi na wykształceniu— wykształcenie zaś daje dobrze uorganizowana szkoła. Szkoła w fabryce stosownie do swoich celów musiała się rozdzielić na dwa oddziały: ogólny i specyalny. Lokal dla tej szkoły od 1822 roku istniejącej, obecnie 72 uczniów i uczennic liczącej wraz z ogrodem dla nauczyciela i dodanym opałem dla tegoż, udzielają bezpłatnie właściciele fabryki; na zapłacenie zaś nauczyciela składają się robotnicy po kop. 30 miesięcznie od posyłanego dziecka do szkoły. Mniej zamożni płacą tylko 15 kopiejek, biedni zaś i sieroty uczęszczają do szkoły bezpłatnie. Zasada ta jest niezmiernie sprawiedliwą, zapłata bowiem jakkolwiek umiarkowana, uczy cenić nabywanie wiadomości, uczy szanować umiejętność, przyzwyczaja do radzenia sobie siłami własnemi, o własnych interesach. Troskliwa opieka właścicieli czuwa pilnie nad potrzebami naukowemi. Jeżeli bowiem składki robotników posyłających dzieci nie wystarczają wtenczas pp. Hordliczkowie z funduszów fabryki dopłacają resztę, aby zapewnić tym sposobem przyzwoite utrzymanie nauczycielowi i ułatwić mu oddanie się jego zawodowi z całem po święceniem. W szkole tej corocznie odbywa się uroczysty egzamin, na którym odznaczający się uczniowie bywają nagradzani w książkach i innych przedmiotach; ale silniejszy wpływ niż podarki i nagrody wywiera ciągła pieczołowitość właścicieli, którzy przynajmniej raz w miesiąc osobiście zwiedzają szkołę, egzaminują, rozpytują się uczniów zachęcają mniej pilnych do nauki i pracy. Taka zachęta rzadko nie skutkuje, przy łagodnem bowiem i umiejętnem postępowaniu samo pobudzenie ambicyi, wstyd pokazania się nieukiem w oczach właścicieli wystarcza do napędzenia leniwców do książki i pracy. W święto Bożego Narodzenia, oprócz uroczystości szkolnej, wszyscy uczniowie otrzymują kolendę. Chłopcy, gdy dojdą do lat dwunastu, przechodzą ze szkoły na naukę rzemiosła pod kierunek ojca lub którego z majstrów hutników, szlifierzy albo malarzy. Terminowanie takie trwa lat sześć, a w razie mniejszych postępów ucznia lat ośm; przez ten czas majster żywi go i okrywa. Z chwilą terminu jednak nie kończą się nauki, jak to ma miejsce powszechnie po fabrykach. Każdy bowiem terminator w zakładzie, co Niedzielę i święto od godziny 8 do 12 pozostaje w szkole, a po odbytych modlitwach dalszą naukę szkolną pobiera stopniowo do wieku i usposobienia. Liczba uczącej się młodzieży w szkole niedzielnej, dochodzi obecnie 41. Po dojściu do roku ośmnastego, albo z epoką wyzwolenia na czeladnika, każdy uczeń terminator przed zgromadzonymi majstrami właściwej gałęzi fabrycznej składa egzamin praktyczny i teoretyczny — i jeżeli w zupełności udowodni uzdolnienie swoje, wtedy przez właściciela fabryki zostaje wyzwolonym — w przeciwnym zaś razie pozostaje jeszcze w terminie rok lub dwa dłużej.

Nadmieniamy, iż pod zwierzchnictwem nauczyciela znajduje się biblioteka, z której korzystać mogą uczniowie i cała ludność fabryczna.

Oprócz zapewnienia robotnikom tego najdroższego skarbu, jakim jest nauka, oprócz kas oszczędności i emerytury dla wdów i sierot, pieczołowita myśl właścicieli sięgnęła bardzo słusznie do udogodnień w nabywaniu pierwszych potrzeb życia. W tym celu właściciele pamiętają troskliwie, aby wszelkie potrzeby na miejscu i po cenach umiarkowanych mogły być zaspokojone. Ludność więc nie potrzebuje tracić drogiego czasu na włóczęgi po jarmarkach i targach. Zamożność ludności fabrycznej, tudzież ruch pieniężny jaki się dokonywa w tej osadzie nie pozostaje bez wpływu na okolicę, mianowicie na sąsiednie miasteczka Garwolin i Parysowo, które w porównaniu ze stanem poprzednim, od czasu założenia fabryki znacznie się podniosły. Wspomnieliśmy o ludności. Wzrasta ona liczebnie w miarę rozwoju fabryki. Dziś przenosi pewno 1200 dusz ogółem. Oprócz stałych robotników, kilkaset rąk okolicznych włościan zajętych jest rąbaniem drzewa na rachunek huty i zwózką sążni do osady.

Właściciele baczą pilnie, aby cała ta rzesza pracowników pozostawała w jak najlepszej ze sobą harmonii, ażeby żadne spory, żadne dziecinne współzawodnictwa ogólnej zgody mięszać nie mogły. Jednym z najdzielniejszych w tym celu środków są wspólne zabawy, służące do ściślejszego zapoznania, zbliżenia się ludności i tworzące z niej jakby jedną rodzinę. W tym celu po skończonej pracy, robotnicy dla odpoczynku zgromadzają się w obszernej sali oberż gdzie znajdują gazety i książki w językach znanych ludności, to jest w polskim i niemieckim, bilard, kręgielnię, gdzie sprzedają po cenach umiarkowanych piwo, herbatę, kawę i t. p. Wszystko to zostaje pod ścisłym dozorem zarządu, a zatem ulega jego wpływowi dążącemu do umoralnienia i podniesienia. Prawda, w oberży tej sprzedaż wódki nie jest wzbronioną, gdyż użycie jej przy rodzaju ciężkiej pracy w hucie jest niemal koniecznością. Zresztą zakaz taki prowadziłby tylko do pokątnego w sąsiednich karczmach szynkowania wódką i usuwałby jej użycie z pod kontroli, która zbawienne wydaje skutki; jak bowiem wspomnieliśmy już wyżej, nałogowych pijaków nie ma prawie między ludnością fabryczną, a przebranie miary w użyciu spirytualiów bardzo rzadko się przytrafia. Daje to dobre świadectwo moralnemu rozwojowi robotników, a zarazem służy za rękojmię dokładnej pracy dla fabryki. Trzy razy zaś do roku, to jest w dzień noworoczny, na święta Wielkanocne i w imieniny właścicieli fabryki — wszyscy robotnicy z familiami ugaszczani są uroczyście. Podczas lata zabawy pod gołem niebem i w ogrodzie na ten cel urządzonym, połączone są z ćwiczeniami ciała, na rozwój sił fizycznych wpływającemu. Zimową zaś porą w karnawał, ludność płci obojej zbiera się na tańce, w których mają udział także wyżsi oficyaliści, oraz właściciele zakładu, a ta cecha osobistego ich uczestnictwa daje miarę przymiotów serca i rozumu”.

Oto jest krótki zarys dzieła wzniesionego pracą, wytrwałością i oszczędnością przy współudziale dobrze zrozumianej ludzkości, kierującej wszelkiemi urządzeniami, mającemi na celu moralne i materyalne podniesienie ludności fabrycznej na osadzie Czechy. Jestto widok zarówno wzniosły jak i pocieszający, tej oazy zamożnej i szczęśliwej — widok, który z głębi serca wyrywa mimowolnie wykrzyknik: czemu tak wszędzie nie jest! oby tak wszędzie było! Wtedy to ogniska fabryczne jakby domy rodzicielskie, zamiast być miejscami zepsucia jak obecnie, stałyby się szkołą dobrego, wzniosłego i pożytecznego przykładu.

Wiele zdjęć z miejscowości Trąbki można obejrzeć tutaj.

Fragment książki pobrany z Polony. Jej oryginał znajduje się w Bibliotece Narodowej. Szkic huty autorstwa Dymitrowicza z artykułu Wacława Szymanowskiego pt. Fabryka szkła i kryształów, zwana Czechy, we wsi Trąbkach, w powiecie garwolińskim, guberni siedleckiej, „Tygodnik Illustrowany”, 16 maja 1868, nr 20, pobrany z Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego.

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  • 100
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *