Pożar Parysowa (1888)

Przypominaliśmy niedawno pożar Parysowa z 1887 r., w którym ocalała jedna czwarta miasta. Rok później, 30 września 1888 r., kolejny pożar zniszczył pozostałą część miasta i częścią domów, które zdołano odbudować. Po raz kolejny dostajemy plastyczny opis ludzkich zmagań z żywiołem – wrażenie robi obrona kościoła.

Można tylko podziwiać, że nawet po takiej tragedii mieszkańcy potrafili się podnieść, o czym będą świadczyły kolejne odcinki opowieści o Parysowie.

Gazeta Świąteczna, 14 października 1888, nr 42

Wieści.
Znowu Parysów spalony.
Chyba nie wyszedł jeszcze z pamięci czytelnikom naszym jeden z największych pożarów zeszłorocznych, który nawiedził miasteczko Parysów i był aż po trzykroć opisywany w Gazecie Świątecznej — w numerach 347, 352 i 367. Rok minął od téj klęski, miasteczko w znacznej części już się odbudowało, a tu nowa bieda na nie spadła, i to taka sama, jak w zeszłym roku. Oto co piszą ztamtąd:
W niedzielę dnia 30 września podczas kazania dał się słyszeć w kościele parysowskim, pełnym pobożnych, szmer, iż wszczął się pożar. Proboszcz, posłyszawszy słowa „pali się”, natychmiast donośnym głosem wezwał z ambony parafjan, aby wszystkie kobiety zatrzymały się na chwilę w kościele i zmówiły pacierz za szybkie a szczęśliwe utamowanie ognia; mężczyzn zaś przytomnych wezwał, aby wyszli ze świątyni do ratunku. Dzięki téj rozwadze proboszcza żadnego wypadku przy wychodzeniu z kościoła nie było, bo ludzie nie tłoczyli się i nie gnietli, jak to w podobnych wypadkach bywa. Następnie proboszcz, zeszedłszy z ambony, pozwolił kobietom wyjść z kościoła, a sam zajął się ratowaniem. Wiatr był silny, więc ogień szerzył się szybko, i w krótkim czasie prawie całe miasteczko stanęło w płomieniach. Kościół położony jest w samym środku Parysowa, opasany murem i obsadzony na około drzewami, a niedawno był odnowiony. Teraz groziło mu wielkie niebezpieczeństwo, więc wzięto się do oblewania go ze wszystkich stron wodą z sikawki i z innych naczyń. W niektórych jednak miejscach dach tleć zaczął, więc zabrano się co prędzéj do opróżniania kościoła, a wpół godziny wszystko wyniesiono i umieszczono w bezpieczném miejscu. Ale w téjże chwili ogień zatamował przystęp do studzień, a dach coraz to w inném miejscu tleć zaczyna. Parafjanie więc, nie zważając na płomienie, dalejże czerpać na nowo z kałuż wodę, która dopiero cos padła ze ścian kościoła, i zalewać nią palące się miejsca. Wiatr wiał wprost na świątynię, więc dym pomieszany z popiołemi iskry leciały w oczy ratującym i utrudniały im pracę, a powietrze było tak rozpalone, że oddychać było ciężko. Jednak parafjanie wytężyli wszystkie siły i z całém poświęceniem starali się, aby kościół ocalić.
Wkrótce nadbiegły też dwie dzielne straże ogniowe z okolicy — jedna z Garwolina o 10 wiorst drogi, a druga z Trąbek o 6 wiorst odległych, z fabryki szkła Hordliczki, zwanej „Czechy”, i wspólnemi siłami pożar ostatecznie ugaszono.
Jednak po tak długotrwałej suszy i gwałtownym wichrze pożar ten zadał straszną klęskę miasteczku. Jak pisze do nas przedpłatnik nasz z Garwolina, Józef Gontarski, spłonęło blisko 200 domów, to jest cała część miasta, która pozostała od pożaru zeszłorocznego, i po części to, co na nowo po tamtéj klęsce odbudowano. Z całego Parysowa pozostało zaledwie kilkanaście domów mieszkalnych, kancelarja gminna, plebańja i wreszcie dom Boży, jako jedyna ucieczka dla biednych pogorzelców, a jest ich około 200 rodzin bez dachu i chleba.
Domy, co prawda, były ubezpieczone na 69 tysięcy rubli, ale strat w ruchomościach nieubezpieczonych jest podobno na 40 tysięcy rubli przeszło.
Przy ratowaniu najbardziej odznaczyli się odwagą i wytrwałością strażacy z fabryki „Czech”: Ekert, Majewski, Koszareki, Kamiński; straż zaś garwolińska, znana też ze swéj odwagi, działała w innej stronie miasteczka, i jéj to zawdzięczać należy, że kancelarja gminna i budynki za nią położone ocalały.
 
Artykuł pobrano z eBUW. Jego oryginał znajduje się w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  • 16
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *