Jan Pawelec – sołtys Kobylnicy ur. ok. 1776 – zm. 1856

Rolnik i sołtys z Kobylnicy Nadwiślańskiej, zmarły 1856 r.

 

Jan Pawelec był gospodarzem rolnym we wsi Kobylnicy, należącej do dóbr Maciejowiekich w Guberni Lubelskiej, powiecie łukowskim położonych. Od młodych lat przypatrywał się pilnie rządnym gospodarzom, a szczególniej gospodarowaniu swego ojca. Od dzieciństwa podzielał chętnie wszystkie jego trudy; bo i w rolnictwie jak w każdym zawodzie, kto chce pracą stać się użytecznym i drugim, musi zawczasu przypatrywać się dobrym przykładom i na nich się kształcić. Jan Pawelec tedy chociaż już miał lat około 40tu, często chodził do Podzamcza, gdzie staraniem ówczesnych dziedziców Ordynatów Zamojskich od r. 1818 założony był zakład, na kształcenie wzorowych parobków. Mawiał on nieraz: chociaż z chłopskim rozumem można sobie dać radę w życiu, ależ czemu nie korzystać z tego, co dobrzy panowie swoim rozumem, nauką i doświadczeniem dla dobra naszego postanowili? Więc żałując, że już sam nie mógł się wyuczyć w tym tak użytecznym zakładzie, przypatrywał się, ile mógł robotom rolnym parobków z Podzamcza; przepytywał to ich, to tych, co nad nimi dozór mieli, o rozmaite ułatwienia i ulepszenia w gospodarstwie. Nie tylko to Jan Pawelec korzystał z tego wzorowego zakładu, bo parobcy, co z niego wyszli na gospodarzy, odznaczali się zwykle lepiej zastosowaną pracą, większą oględnością, przezornością i tym podobnemi przymiotami, tak wielki wpływ mającemi na byt rolnika. Dziś, kiedy przy rozwijaniu się zabiegów Towarzystwa Rolniczego wszyscy niemal dziedzice zajmują się gorliwie wzrostem krajowego rolnictwa i podniesieniem dobrego i moralnego bytu włościan, godzi się z należną pochwałą wspomnieć miejsca, które przed czterdziestu laty już odznaczały się podwójnym celem, na który ówcześnie mało jeszcze zwracano uwagi, to jest postępu w gospodarstwie i wykształcenia zdatnych gospodarzy.

Istniejący przy samym dworze dziedziców Podzamcza zakład dla sposobiących się parobków, dzielnie wpływał na skierowanie chętnych ludzi ku dobrej drodze. Ztamtąd to tak Jan Pawelec, jak i wielu innych otrzymywali dobre rady i nauki, mieli wzór we dworze starań około pola, ogrodu i dobytku. Tam znajdywali pomoc do poprawy inwentarza, nasion i drzew owocowych. A częste odwiedziny obojga dziedziców prawdziwą zachętą były do poczciwego postępu. Zakład ten bez przerwy trwa dotąd, bo dzisiejszy dziedzic ma sobie za święty obowiązek utrzymać to, co ś.p. rodzice jego z takiem zamiłowaniem zaprowadzili i pielęgnowali.

Zwykłą w życiu rolników koleją ożenił się Pawelec i objął własne gospodarstwo po ojcu. Ci, co patrzyli na pierwsze jego kroki, zaraz przepowiadali mu przyszłość szczęśliwą i użyteczną. Rolę najlepiej i najwcześniej uprawiał, w porę zawsze obsiał, najobfitsze też plony zbierał; bo roli nikt nie oszuka i jak koło niej kto chodzi, taki też ona jemu plon przynosi. Inwentarz w jak największej liczbie i w najlepszym stanie utrzymywał, bo pamiętał, że gdzie go niema w odpowiedniej ilości, tam niema nawozu, a gdzie niema nawozu, tam i role próżno się tylko wysila. Dość powszechnego niestety u nas nałogu pijaństwa wystrzegał się jak grzechu śmiertelnego. Wiedział, że pijak nie dojdzie nigdy do niczego, że w wódce utopi pamięć o gospodarstwie, o rodzinie, o sobie samym, a co najważniejsza, o Bogu i o duszy swojej. Unikał tedy najstaranniej wszystkiego, co tylko wiedzie do tego szkaradnego nałogu i pilnował dzieci, aby broń Boże w wódce nie zasmakowały. A chronił ich od tego, dając z siebie dobry przykład i nauczając od maleńkości obowiązków człowieka względem Boga, ludzi i samego siebie. Codzień razem z żoną i ze wszystkiemi dziećmi rano i wieczór wspólnie pacierze odmawiał. Surowy w przestrzeganiu moralności, wolał ojcowską ręką słuszną karę wymierzyć – niżeli używać obelżywych wyrazów. Nigdy nie przeklinał, bo wiedział, że to więcej złego uczy, niżeli pomaga, a jest obrazą Boską. Był on jakby patryarchą w gronie swoich dziatek, razem z niemi siadał do obiadu i wieczerzy, razem kładli na swe czoła znak krzyża św. nim pierwszą łyżkę strawy do ust zanieśli, wieczorem rozporządzał jutrzejszą pracę i każdemu z synów stosowną czynność przeznaczał; a tak roztropnie wszystkiern kierował, że żadnego szemrania i nieładu nie było. Wyuczonych przy sobie w gospodarce, obsadzał na innych gruntach w tejże samej wsi czterech synów, piątego zaś na innej wsi; dwie córki dobrze wydał za mąż. Cieszył się, gdy go odwiedzili synowie z żonami, córki z mężami, gdy go wnuki i prawnuki otaczali; bo dał mu Bóg w błogosławieństwie swojem lat 80 przeżyć. Ale do końca dni swoich żadnemu z synów gospodarstwa nie zdał, nie chcąc (jak mawiał) przejść na łaskę dzieci, i aby nie patrzeć na odmianę swego gospodarowania. Dobry jego przykład nie zmarniał dla dzieci, bo jest ich siedmioro dotąd żyjących, a tak co do prowadzenia się, jak i co do rządności w gospodarce pamiętają o radach i przestrogach ojca, zwłaszcza ci, co za młodu wyuczyli się czytać i pisać w szkółce w Maciejowicach; bo to czytanie i pisanie do wiele dobrego dopomaga.

Nie tylko rodzina kochała i szanowała Jana Pawelca, ale i sąsiedzi dali dowód zaufania, obierając go jednozgodnie sołtysem, które to dość trudne nieraz obowiązki z zadowoleniem dworu i gromady przeszło lat 30 sprawował; słowem, iż w każdym razie życiem cnotliwem i użytecznem starał się na łaskę i błogosławieństwu Boże zasługiwać. Szczęścia drugim nie zazdrościł, ale i owszem z dobrego powodzenia bliźnich cieszył się najgoręcej, z biednym i potrzebującym dzielił się chętnie chlebem, jaki miał z łaski Boga; kłótni wszelkich nie cierpiał, a swarzących się umiał trafnie do zgody nakłonić. Z żoną żył uczciwie i przykładnie, a tak ją wprawił do ochędóstwa i porządku, iż domek ich wyglądał jakby jaki dworek; kto wszedł do niego, to mu się wyjść nie chciało, tak ta m było schludnie. Pawelec wiedział, że porządek jest źródłem dostatku, a czystość ochroną zdrowia; nie trzymał też cielęcia i prosiąt w izbie, a dbał o to bardzo, aby powietrze w mieszkaniu było czyste.

Aż się miło oddychało, wszedłszy do ich mieszkania czysto wymiecionego, gdzie stoły i ławy, stołki i wszelkie statki poszorowane, żeby się w nich przejrzeć można, a każda rzecz na swojem miejscu. Łóżka porządnie usłane, święte obrazy w ramach za szkłem na ścianie, doniczki z lakiem i z rezedką na oknach, kropielniczka z wodą święconą przy drzwiach, gromnica i wianki święcone nad Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, na pułkach miski i garnki, w dwóch okutych skrzynkach poskładana odzież. W komorze pełniusieńko rozmaitych zapasów żywności, w oborze tak czysto i wygodnie, jak u innych i w izbie tak nie jest. Zabudowania inne, jakoto: stodoła, chlewy, stajenka, kurnik, gołębnik, wszystkie całe , prosto stojące, bez dziur w dachach i podpór pod ścianami. Sam Pawelec założył obok domu piękny sad owocowy, a w nim dość liczną pasiekę i miał z jednego i z drugiego wygodę i przysmaki dla siebie i rodziny i dochód też niemały. Tak dalece rządność, gospodarność i patryarchalne życie jego zwracało na siebie uwagę, że dziedzice dóbr Maciejowickich, tak dawniejsi jak i dzisiejsi, niejednokrotnie dawali go za przykład innym włościanom , a przybywających do siebie w gościnę obywateli, zawozili do Kobylnicy do osady Pawelca, aby im pokazać, do czego dojść może polski włościanin przy zamiłowaniu pracy, porządku i moralności.

Osiągnąwszy Pawelec lat sędziwych błogosławieństwo Boże na dzieciach i mieniu, często przemyśliwał o śmierci, a coraz gorętszą modlitwą przysposabiał się do przejścia z życia doczesnego w wieczne. Gdy go Bóg powołał do siebie, dozwolił mu zupełnej przytomności i gotowości na wezwanie Pana nad Pany. Opatrzony SS. Sakramentami pobłogosławił rodzinę, rozrządził majątkiem i zakończył żywot pełen uczciwej pracy.

W Bogu i w usiłowaniach obywateli nadzieja, iż kraj nasz będzie coraz więcej obfitował w takich włościan jak Jan Pawelec. Wioski nasze i pola inną przybiorą postać, polepszy się społeczność ludzka, ustąpią nędze i utrapienia w ślad ze nierządem idące, zmienią się nałogi niedbałych rolników, a zakwitnie dobry byt trzeźwość, spokojność, pracowitość, prawdziwa bogobojność, i o ile można na tym świecie istotne szczęście śród naszego kochanego, poczciwego ludu.

Źródło: Czytelnia Niedzielna, nr 26 z dnia 26 czerwca 1859 roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz uzupełnij równanie/To add a comment complete the equation UWAGA/ATTENTION!!! Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.