Górzno na przełomie XIX i XX w.

Kolejka krótka relacja z Górzna z XIX w. „Gazeta Świąteczna” zawsze z chęcią drukowała listy od swoich prenumeratorów. W Górznie tacy też się znaleźli, a jeden z nich pozazdrościł innym piszącym do Gazety i wysłał własną relację do pisma. Szkoda tylko, że nie znamy jego imienia i nazwiska.

 

„Gazeta Świąteczna” z 14 listopada 1897 (nr 46)

 

LISTY do Gazety Świątecznej.

Ze wsi Górzna w powiecie garwolińskim, gubernji siedleckiej.

Kradzieże.— Przyjęcie złodzieja na komorne.— Śpiąca warta.—Z lenistwa niechlujstwo.—Do Warszawy po pieczone gołąbki.—Co może wyniknąć z odkrycia wad.— Słówko o dobrych ludziskach.— Jak stoji oświata. — Urodzaje. — Orka w wązkie zagonki.

Dawno już czytuję Gazetę Świąteczną, ale dotychczas nie widziałem w niej listu z parafji górzeńskiej. A przecież my tu nietylko czytamy Gazetę, ale nie poprzestając na trzech egzemplarzach mamy zamiar sprowadzać więcej, abyśmy wszyscy wiedzieli, co słychać na szerokim świecie, u bliższych i dalszych sąsiadów, po wsiach i miastach. Należy się więc, aby i o nas ludzie wiedzieli, chociaż, Bogiem a prawdą, na pochwałę naszą bardzo wiele nie da się po wiedzieć, a złe niejedno się znajdzie. Ot i zacząć trzeba od złego, bo to najświeższa u nas nowina. W poblizkiej wsi Łąkach nocą z 25 na 26 października okradziono gospodasza Łukasza Siwka. Jacyś źli ludzie zabrali mu konia z uprzężą i wozem, na który nakładli z sąsieka pszenicy i innego zboża. Ciężko pokrzywdzono staruszka, który całe lato pracował, aby mieć kawałek chleba na zimę. Ale nie tylko ta większa kradzież wydarzyła się w naszej okolicy. Niema tygodnia, w którymby nie zginęło tu lub owdzie kilka główek kapusty, żerdź z płota, pług zostawiony w polu, albo wiązka siana ze stodoły. A winniśmy temu sami. Niebardzo dawno ze wsi Górzna wyprowadził się pewien człowiek, co szanować się nie umie, a przez lenistwo chleba nie ma i po nocach wyciąga zbrodniczą rękę po cudzą własność. Nie mógł się u nas dłużej utrzymać, bo go pilnowano i wreszcie wspólnemi siłami wyrzucono. Udał się więc do wsi Łąk i prosił pewnego włościanina, aby go przyjął na komorne. Obiecał dobrze zapłacić (niezapracowanemi pieniędzmi) i nierozsądny zgodził się przyjąć złodzieja pod swój dach. Policja skazała go na 25 rubli kary. Ale nietylko on został ukarany: sąsiedzi muszą też cierpieć skutki jego nierozwagi. Złodzieje bowiem poznali zamożność włościan i teraz ciągłe są kradzieże i odgrażania się. Możeby to złe dało się usunąć, gdyby nie lenistwo. Są przecie po wsiach urządzone tak zwane „warty nocne”. Cóż, kiedy włościanie odbywający wartę, zamiast chodzić i czuwać nad bezpieczeństwem wsi, która im się pod opiekę oddała, śpią w kącie, a złodzieje pod ich bokiem okradają sąsiadów.

Smutny też znak lenistwa musi zauważyć każdy przejeżdżający przez wieś Wólkę Ostrożeńską. Wieś to dość długa, zabudowana po obu stronach szerokiej drogi. Domy niezgorsze, a przed niektóremi nawet pozakładane są małe ogródki. Ale jak się do nich dostać? Oto prawie przed każdym domem pod samem oknem, jakby przed świńskim chlewem, więcej niż na sążeń wzdłuż i wszerz ciągnie się cuchnące błoto. A dlaczego tak jest? Bo gospodarze, zwłaszcza młodzi, nie chcą, przekopać przed swemi domami rowu. Młodzi nie chcą, a starsi powiadają: „to i my nie będziemy kopali”. I tak w niechlujstwie do dziś dnia mieszkają. Nakaz wójta nie wywarł skutku; chyba, gdy wójt karą zagrozi, to leniuchy, zamiast siedzieć pod piecem, wezmą się do przekopania rowu i wybrukowania błotnistej drogi przez wieś.

A z naszego Górzna cóż to wygania dziewczęta na służbę do Warszawy, czy nie lenistwo? Zamiast pomagać w gospodarstwie domowem i starać się je podnieść, zamiast zająć się przędzeniem i inną pracą domową, jedna przed drugą wybierają się do Warszawy. Zdaje się im, że tam się nie strudzą, że tara chleb z nieba spada. A tym czasem bez pracy nigdzie niema kołaczy. Nie wspominałbym o tem wszystkiem, ale zdaje mi się, że odkrycie naszych ułomności i nam samym i sąsiadom może przyniesie pewien pożytek. Doznaliśmy na własnej skórze, że źle się dzieje, gdy we wsi zgody niema, że kradzieże nas krzywdzą, że smrodliwe powietrze, wynikające z lenistwa niektórych, wszystkich nas zatruwa. Doświadczyliśmy tego, ale o zaradzeniu złemu nie myślimy. Może jednak przeczytawszy o tem w Gazecie zawstydzimy się, otrząśniemy się z lenistwa, zaczniemy pełnić lepiej straże nocne, usuwać złodzieji z pośród siebie i naganiać dzieci nasze od młodości do pracy. Czytelnicy zaś, co takież wady pośród siebie zauważą, usuną je, aby nie doznać smutnych skutków, jakich myśmy się doczekali.

Niebrak jednak i zalet parafjanom Górzeńskim. Księża, którzy jako przewodnicy duchowni, zapewne dobrze nas znają, mówią, że są pośród nas i dobrzy ludzie, że wielu uczynkami stwierdza swą wiarę, że niebrak takich, co z prawdziwą pobożnością uczęszczają do świętych Sakramentów. A i to pocieszające, że w naszej okolicy prawie każdy gospodarz umie czytać i pisać, choć swoją drogą trzeba przyznać, że niewiele czytamy. Z lenistwa jeszcześmy się nie postarali, żeby choć każda wieś miała swą Gazetę. A. O

 

Artykuł został pobrany z Polony, jego oryginał znajduje się w Bibliotece Narodowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz uzupełnij równanie/To add a comment complete the equation UWAGA/ATTENTION!!! Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.