Pielgrzymi w powiecie garwolińskim (1905)

Przytaczamy opis wyjścia pielgrzymki z Garwolina w 1905 r. oraz opis gościnnego przyjęcia na nocleg w mieście pielgrzymów z Siedlec. Trasa pielgrzymki siedleckiej biegła z Siedlec przez Garwolin do Wilgi, a następnie zapewne promem na drugą stronę Wisły. Wszystko opisała „Gazeta Świąteczna” z 20 sierpnia 1905 (nr 34):
Z Garwolina w guberńji siedleckiej.
Uzbierała się spora wiązka złych i dobrych wiadomości z naszego miasta, a najważniejsza ta, co najbliższa sercu. Podług zwyczaju w dniu 2-im czerwca wybierała się od nas kompańja do Częstochowy. Wybierała się, jak lat poprzednich, bez śpiewu, bez wszelkich uroczystości. Kiedy po mszy św. na intencję pielgrzymów służba kościelna oznajmiła parafjanom, że ksiądz z procesją wyprowadzi kompanję do figury za miastem, to na twarzach wszystkich widać było niedowierzanie. Ale dzwony uderzyły, z kościoła wychyliły się chorągwie, obrazy i sztandary, a śpiew „Kto się w opiekę” wzbił się w górę. Wtedy dopiero ludzie uwierzyli, a wzruszenie radosne za gardło każdego chwytało. Pod figurą odbyło się krótkie pożegnanie i pielgrzymi ruszyli w dalszą drogę. Kiedy zaś po jakimś czasie, złożywszy hołd N. Pannie, wracali już do domów, garwoliniacy sprowadzili kapelę z Łaskarzewa i wyszli z nią do tejże figury na spotkanie. Znów powtórzyły się słowa: „Mój Boże! jakiegośmy szczęścia doczekali!” Ale to jeszcze nie koniec.
W ostatnich dniach czerwca przyszła z Siedlec wiadomość, że tamtejsza kompańja po drodze do Częstochowy będzie dnia 4 lipca nocowała w Garwolinie. W dniu tym ludzie już o godzinie 4-ej po południu poubierali się odświętnie, warsztaty stanęły, mieszkańcy z poblizkich wiosek zaczęli się zjeżdżać, przybyła również tłumnie ludność fabryki szkła „Czechy” ze swą kapelą. O godzinie 6-ej wieczorem ruszyła z kościoła procesja w stronę Siedlec do figury, przy drodze bitej, a większa część ludności wyszła naprzeciw kompanji aż o 6 wiorst do wsi Głoskowa. O godzinie 9-ej kompańje się spotkały. A jakie to było spotkanie! Od strony miasta za krzyżem i dwiema kolorowemi latarniami niesiono stare proporce i chorągwie kościelne, następnie srebrzystym blaskiem lśniły się w świetle dwa nowe feretrony, a pomiędzy niemi wspaniale chwiały się trzy chorągwie cechów kuśnierskiego, kowalskiego i szewckiego; dalej posuwała się biała, niesiona w otoczeniu 16 panien w bieli, chorągiew Niepokalanego Poczęcia N.M.P., jubileuszowy dar młodzieży garwolińskiej, a za tą, niesiona przez dwóch mężczyzn, duża nowa chorągiew sprawiona przez włościan wsi Rębkowa, z Matką Boską Nieustającej Pomocy i św. Izydorem, w zielonej barwie z jednej strony, a ciemno-czerwonej z drugiej. Dalej szło kilkanaście panien w bieli z wieńcem, pośród którego szli księża garwolińscy. Od strony Siedlec szło około 500 osób prowadzonych przez dwóch księży. Tu niesiono też krzyż i obrazy w wieńcach, szły dwa rzędy pań i panien w bieli, niosące około 200 świec zapalonych. Dał się słyszeć płacz, sztandary i chorągwie pokłoniły się, księża przywitali się z sobą, potem garwolińska procesja ruszyła przodem, a za nią siedlecka, księża zaś w wieńcu szli razem. Muzyka grała „Kto się w opiekę”, a trzy tysiące ust tę pieśń okolicy podawało. Szły w kompańji drobne, kilkoletnie dzieci, szli kalecy i starcy zgrzybiali, szła młodzież szkolna i służebna, szli urzędnicy i obywatele, wszyscy zjednoczeni, aby podziękować Matce Najświętszej za swobodę wiary. Ktoś zapytał kulawą staruszkę, czy dojdzie do Częstochowy, bo to droga daleka. Odpowiedziała: —Przenajświętsza Panienka i mnie kalekę przyjmie, nie odrzuci, a zresztą ksiądz Słabczyński wiezie z sobą apteczkę, więc jak się komu w drodze co przytrafi, to i lekarstwo pod ręką będzie. —Zaledwie o godzinie 10-ej wieczorem wstąpili pielgrzymi do kościoła naszego. Na nocleg prawie ich rozchwytano; kto nikogo do domu nie dostał, wyglądał strapiony. Siedlczanie nie mogli się nachwalić gościnności przydrożnych mieszkańców, którzy nie tylko wodę cebrami, ale mleko i chleb na drogę wynosili, zapraszając do picia i jadła. Ale bo też to szli ludzie, którzy do tej pory nigdy w gromadzie nie śpiewali pieśni nabożnej na otwartem powietrzu. Na drugi dzień, we środę, przy dniu targowym zjechało się jeszcze więcej ludu. Po południu co żyło w mieście, odprowadzało siedlczan w stronę Wisły. Za miastem pod krzyżem ksiądz Słabczyński podziękował garwoliniakom za gościnę, a następnie przy dźwiękach marsza kompańja ruszyła na nocleg do Wilgi.
Pięknie to było, ale byłoby jeszcze lepiej i piękniej, gdyby parafjanie garwolińscy zachowywali porządek w procesjach i pogrzebach, nie wyprzedzając księdza, a nawet obrazów i krzyża, co wytwarza bezładną gromadę, i gdyby dzwony kościelne piękniej brzmiały i częściej się odzywały. Dzwon winien głosić okolicy, że w kościele ma się odprawiać nabożeństwo, że nadchodzi pogrzeb, a przy Procesji winien trwać aż do powrotu księdza do kościoła. Tymczasem u nas ledwo jeden dzwonnik zaklekocze kilka razy w dwa dzwony, i na tem koniec. Głosy dzwonów nie godzą się z sobą, a po wtóre jedna osoba w trzy dzwony nigdy dobrze nie zadzwoni; więc pożądana byłaby rzecz, żeby pomyśleć o przelaniu dzwonów i o zaprowadzeniu porządku w dzwonieniu. Ostroga.
       
Artykuł pobrany z eBUW, jego oryginał znajduje się w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz uzupełnij równanie/To add a comment complete the equation UWAGA/ATTENTION!!! Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.