Działalność społeczna kobiet powiatu garwolińskiego na początku XX w.

Prezentujemy przykłady działalności kulturalno-oświatowej kobiet powiatu garwolińskiego na początku XX w.

Sprawozdanie z „Koła kobiet podlaskich powiatu Garwolińskiego” za 1907. (Mieszane).

Pod nazwą tą zostało zawiązane Koło w Garwolinie w Grudniu 1906 roku, mając na celu prace kulturalne, oświatowe i społeczne w duchu demokratycznym i narodowym. Przystąpiło do koła 56 członkiń, ziemianek, mieszczanek i włościanek. Członkinie postanowiły opłacać składkę miesięczną od 3 do 30 kop. Zebrania ogólne są raz na kwartał w Garwolinie. Na czele koła stoi przewodnicząca wybrana na rok jeden na ogólnem zebraniu przez tajne głosowanie, do zarządu należy kasjerka, sekretarka i 3 przewodniczące wy działów.

Wydziałów jest trzy:

I. Organizacyjny zajmujący się zjednywaniem członkiń do koła.

II. Administracyjno-ekonomiczny zajmuje się częścią administracyi i zdobywaniem funduszów na potrzeby kola.

III. Oświatowo-kulturalny ma na celu prowadzenie szkółek, ochronek, czytelni, odczytów, wykładów dla analfabetów, wykładów higieny i ekonomji dla gospodyń.

Powiat podzielono na 20 okręgów według gmin w każ dym, naznaczając przewodniczącą okręgową, która ma mieć pieczę nad swoim okręgiem i zdawać sprawozdanie ze swej działalności na ogólnem zebraniu kwartalnem.

Koło ma przedewszystkiem, za zadanie zakładanie kółek włościańskich kobiecych, aby przez nie wprowadzać kulturę i oświatę, uświadamiać włościanki o obowiązkach matki i zbliżyć chatę włościańską z dworem.

Dotąd w powiecie Garwolińskim jest już założonych 6 kółek w których zbierają się członkinie co miesiąc na poczające pogadanki, mają swoje małe bibljoteczki oraz za włożone pieniądze sprowadzają według potrzeby mydło, towary łokciowe, chustki i różne drobne rzeczy, które z małym zarobkiem rozprzedają, powiększając tym sposobem swój kapitalik, który przy rozwiązaniu koła, ma być zwracany członkiniom, lub też za wspólną naradą użyty na jakiś cel ogólny.

W ciągu roku koło garwolińskie kapitałem swoim najprzód dopomogło czytelni w Garwolinie, następnie wysłało do Warszawy na naukę akuszerji kobietę włościankę z Chotyni, obecnie na zimowy sezon ugodziło szwaczkę objazdową, która ma w różnych wsiach uczyć po miesiącu kroju i szycia dziewczęta wiejskie.

Pod wpływem Koła powstało kilka ochron, czytelni, szkółek, a gdzie ich niema, to we dworach panienki lub nauczycielki uczą wiejskie dzieci.

Z powodu rozległej figury powiatu, znacznej odległości członkiń od siebie i złych dróg trudnem jest porozumiewanie się, wspólne wprowadzanie w czyn wielu pożądanych projektów, tem więcej, że mała liczba członkiń bywa na zebraniach Koła, tłomacząc się brakiem czasu na dalsze wyjazdy, lecz jest nadzieja, że powoli dadzą się wciągnąć i koło szerzej się rozwinie.

Głos Podlasia, 21 maja 1910, nr 4

Z Garwolina. Nie brak u nas ludzi inteligentnych i dobrej woli, którzy nie żałują trudu i pracy, aby podnieść kulturę wśród tutejszej ludności. Gdybyśmy jeszcze mogli wyzbyć się ambicyjek małomiasteczkowych i ściślej zjednoczyć się, to wspólnemi siłami dałoby się tu niejedno zrobić. A tak—choć mamy kilka instytucji oświatowych,— żadna z nich nie jest prowadzoną bez zarzutu, właśnie wskutek rozdziału sił. Przed dwoma laty panie z obozu postępowego, założyły tu oddział Towarzystwa Kultury Polskiej, a przy nim czytelnię. Oddział ten rozwija się bardzo słabo; po dwóch latach nie liczy więcej nad 30—35 członków—samych włościan okolicznych i trochę miejscowej inteligencji.

Kulturzyści marzą o założeniu domu ludowego, jednak teraz—wobec braku pieniędzy—myśleć o tem nie można.

Mamy tu jeszcze drugą czytelnię—prywatną, zasobniejszą w książki, pieniądze i czytelników. Pewne jednostki bezpartyjne pragnęłyby połączyć obie czytelnie—ale zarządy ich nie chcą się na to zgodzić. A tylko w ten sposób możnaby stworzyć zasobną—dobrze prowadzoną czytelnie i przestać bałamucić lud, który sam nie wie, do której ma udawać się po książki.

Przed kilkoma lat założono tu ochronę, utrzymywaną ze składek ogółu, przeważnie, inteligencji. Jednak—ponieważ założycielki nie miały popularności—ogół mieszczaństwa garwolińskiego nie poparł ochrony i nie płacił składek. Po czteroletnich wysiłkach panie-założycielki zdecydowały się ochronę zaniknąć. Wtedy—istniejące tu Koło Kobiet Podlaskich zdecydowało się wziąć ją pod swój zarząd. Zaraz zapisało się wielu mieszczan i księży, którzy postanowili płacić miesięczną składkę na ochronę. Lecz pewna część osób, z popierających dawniej ochronę, zmniejszyła swe składki—a niektórzy, zupełnie je cofnęli. Czy to nazwać odwetem, czy inaczej—nie wiem. Sądzę jednak że ochrona egzystować będzie mogła.

Wspomniane powyżej Kolo Podlasianek założyło również pracownię kilimkarską—mającą 2 warsztaty i 5—-6 uczennic. Pracownia istnieje dopiero 5-ty miesiąc i wymaga jeszcze dużych wkładów; włościanek, chcących się uczyć jest dosyć—a pierwsze, niezupełnie jeszcze wolne od błędów wyroby, znajdują chętnych, przeważnie, miejscowych nabywców. Mamy jednak nadzieję, iż w miarę doskonałości kilimów—sława pracowni szerzej się rozejdzie. W

Kurjer Warszawski, 18 marca 1911, nr 77

Fragment sprawozdania pobrany z Polony, jego oryginał znajduje się w Bibliotece Narodowej. Artykuły pobrano z eBUW, ich oryginały znajdują się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie.

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  • 17
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *