„Boże zmiłuj się nad nami” – ks. Adolf Pleszczyński o przejściu przez Maciejowice frontu w 1915 r.

Przypominaliśmy ostatnio informacje o przejściu frontu I wojny światowej przez Maciejowice latem 1915 r. Miasteczko bardzo ucierpiało wskutek walk. Pisał o tym ks. Adolf Pleszczyński do „Gazety Świątecznej” we wrześniu 1915 r. W artykule zapowiadał, że wkrótce więcej napisze na ten temat do gazety. Nie udało nam się jednak odnaleźć tego artykułu. Być może ks. Pleszczyński go nie napisał. Bardzo szczegółowo odnotował jednak wydarzenia z końca lipca i początku sierpnia 1915 r. w kronice parafii maciejowickiej. Dodajmy, że ks. Pleszczyński w 1915 r. miał 74 lata.

Poniżej przytaczamy jego zapiski (pisownia została uwspółcześniona).

Źródło: Tygodnik Illustrowany, 28 marca 1925, nr 13

Fragment Złotej Księgi ks. kan. Adolfa Pleszczyńskiego
Fakta historyczne zaszłe w Parafii Maciejowice
1 sierpnia 1914 ogłoszono ogólną mobilizację wojsk. Trwoga i nadzieje. Naczelny wódz rosyjski Wielki Książę Mikołaj wydał odezwę do narodu polskiego, obiecując zmartwychwstanie Polski w granicach etnograficznych. Wszakże Galicja ze Lwowem zajęta, Kraków otoczony. Wojska niemieckie zbliżają się aż do Radomia i Iwanogrodu [Dęblina]. Spodziewaną jest decydująca bitwa. Maciejowice zagrożone. Dziś 4 października władze wojskowe poleciły z miast i z bliższych Wisły wiosek usunąć kobiety i dzieci. Wojska lokują się nad brzegiem Wisły. Boże zmiłuj się nad nami! Dzięki Bogu po dwunastu dniach bojów Prusacy odstąpili od Iwanogrodu i od Wisły. Na teraz jesteśmy ocaleni od najścia Niemców. Mimo to straty mamy wielkie! Obecnie pielęgnujemy kilkudziesięciu rannych żołnierzy rosyjskich i kilku do niewoli wziętych Austriaków (Galicjan) i jednego Niemca. Dnia 3 listopada 1914 r.
 
Kronika wypadków z czasów wojny wszechświatowej
Rok 1914, 1915, 1916 i 1917
Nie piszę historii, lecz notuję tylko fakty, jak je przyniosła do nas burza wojenna w końcu lipca 1915 r. Wspomnieć jednak tu należy o tym, co tę burzę poprzedziło. Wojna Europejska długo zapowiadana i oczekiwana, wreszcie wybuchła nagle. Jeszcze 23 lipca 1914 r. gdym jechał do Lublina na pogrzeb śp. biskupa Jaczewskiego, nic niezwykłego nie dało się spostrzec, a już w 5 dni potem ledwo mogłem wrócić do domu taki szalony ruch panował na kolejach. 1 zaś sierpnia już Europa była w ogniu. Maciejowice wszakże do początku października 1914 r. pozostały w spokoju. 10 października grom armat pod Dęblinem, łuny dalekich pożarów zapowiadały zbliżającą się burzę. Niemcy i Austriacy nadciągali od Radomia ku Wiśle w celu jej sforsowania, Rosjanie z przeciwnej strony w sile blisko półmilionowej zajęli jej brzegi, a zatem Maciejowice znajdowały się prawie w środku tych potęg. Dzięki jednak ciągłym deszczom teren nadwiślański okazał się prawie niemożliwy do operacji ofensywy i po 10 dniach Niemcy się cofnęli. Nasza zaś okolica wprawdzie objedzona, ale ocalała. Budowa jednak okopów, dróg, mostów zapowiadały powrotną falę. Niepowodzenia Rosjan w Karpatach falę tę przyśpieszyły. Pierwszym znakiem nadciągającej nowej burzy był rozkaz komendanta twierdzy Iwanogród usunięcia natychmiast z całego terenu fortecznego Żydów. Ponieważ do tego terenu i Maciejowice należały, więc dnia 8 lipca 1915 r. mieliśmy bolesny widok, jak cała ludność żydowska, nie wyłączając starców i dzieci pieszo i na furmankach, zabrawszy co się dało, wychodziła z płaczem, nie wiedząc dokąd iść i czy kiedy wróci do swoich kątów? Podobny rozkaz wydany był i do ludności chrześcijańskiej, ale na szczęście wnet cofnięty. Tymczasem groza położenia z każdą godziną wzrasta. Huk armat coraz wyraźniejszy. Armia rosyjska cofa się. Radom zdobyty. Rosjanie, cofając się palą i niszczą wszelkie zapasy żywności, ludność z resztą uratowanej chudoby uchodzi za Wisłę, ciągnąc długimi szeregami przez Maciejowice. Łuny pożarów coraz bliższe. Obozy, [wyraz nieczytelny] artylerii ciągną dzień i noc, wreszcie 21 lipca z wielkim hukiem wylatują w powietrze mosty pod Pawłowicami, Antoniówką i Tarnowem. Wszystkie prawie z nadzwyczajnymi kosztami zbudowane. Co nie dokonał dynamit kończy ogień.[i] Wszystko zapowiada stanowczo bitwę. Kilka dni względnego spokoju, poświęcają przeciwnicy przygotowaniom do walki. 23 lipca nadeszło polecenie natychmiastowego wywiezienia dzwonów kościelnych. Zdjęto je 24, a wywieziono 25 lipca do [niewyraźny wyraz, nazwa miejscowości]. Tegoż dnia zabrano wszystkich zapasowych żołnierzy, aż do [niewyraźny wyraz]. Biedacy zebrani w kościele – po odbytej spowiedzi, z pieśnią na ustach „Pod Twoją obronę” wśród płaczu i jęku rodzin – udali się do punktu zbornego w Mińsku. Nazajutrz, tj. 26 lipca, ewakuacja urzędów gminnych i sądowych. 27 lipca na posiedzeniu naszego Komitetu Obywatelskiego przybywa Dembiński, poseł do Dumy, stojący na czele oddziału sanitarnego Sybiryjskiego, ofiarowując swoją pomoc – dla wygnańców zza Wisły – mianowicie deklaruje codziennie 800 szklanek herbaty i po 20 pudów chleba. Organizuje się milicja. Miejscowe władze policyjne i administracyjne ustępują.
28 lipca aeroplany krążą. Niemcy się zbliżają, kanonada się wzmaga, panika ludności miejscowej i przybyłej wzrasta.
29 lipca o godzinie 2 rano wybucha walka armatnia – ogień huraganowy nie ustępuje na całej linii. Wróble, Kobylnica, Maciejowice, Antoniówka. Niemcy pod osłona 28 dział budują mosty pontonowe na Wiśle. Rosjanie dość słabo odpierają, o godz. 6 Niemcy przekraczają Wisłę. Trwoga wzrasta. Cała wieś Oblin w ogniu, cała ludność ratuje się ucieczką do lasów. Granaty, szrapnele coraz bliżej padają. Ustępujący Rosjanie – czy też granaty zapalają stodoły miejskie, cała dzielnica [niewyraźne słowo]. Popłoch nie do opisania. Wielu mieszkańców Maciejowic, pomiędzy innymi aptekarz p. Moll (?) z rodziną, Krukowski również z rodziną uciekają pieszo, unosząc małe walizki i koszyki. Księża wszak postanawiają wytrwać na swoich stanowiskach do końca. Tymczasem walka się wzmaga, Maciejowice stają się centrum walki, gdy skrzydła ogarniają Kobylnicę, Przewóz, Antoniówkę, Domaszew. Pociski armatnie i karabinowe uderzają już w Kościół. Jeden z nich druzgoce dach kościelny, inny uderza w ścianę szczytową około wielkiego ołtarza, dwa znowu inne przebijają dach na bocznych nawach i pękają w kościele. Z kilkunastu szyb pozostaje zaledwie kilkanaście, ołtarz jednak dzięki Bogu nie tknięty. Najświętszy Sakrament – został przeniesiony do Zakrystii i umieszczony w skarbcu, zabezpieczonym żelaznymi drzwiami. Około godziny 3 po południu uznaliśmy za konieczne schronić się do piwnic pod plebanią, gdzie już przedtem znaczna część ludności i zapasów została ukrytą. Dokąd też schroniło się około 30 osób z miasta, wraz ze swoją chudobą. Przezorność nie była zbyteczna. O godzinie 7 ½ uderza granat niemiecki w sam środek dachu plebańskiego – przebija, wpada do sypialni proboszcza – pęka – niszcząc wszystko, co nie było usunięte, ale rzecz cudowna, odłam granatu uderza w ścianę w tym miejscu, gdzie był zawieszony duży pastelowy obraz św. Józefa, w siedmiu miejscach kaleczy okalającą go ramę, nie tykając najmniejszą nawet skazą samego obrazu. Podobne sceny wstrząsają sąsiednim szpitalem, gdzie 20 chorych, Siostry Miłosierdzia, skryły się z łóżkami również do piwnic szpitalnych. Dokąd też schroniło się mnóstwo kobiet, dzieci i rozmaitego rodzaju mieszkańców, sądząc, że co murek i pod osłoną chorągwi czerwonego krzyża będą bezpieczniejsi.[ii] Tymczasem pociski nie oszczędziły i szpitala – zdawało się, że [3 wyrazy nieczytelne]. Około północy, przybyła do mnie jedna z Sióstr Miłosierdzia z zapytaniem, co robić wobec grożącego niebezpieczeństwa? Co siostry myślą robić? Uciekać z chorymi – odpowiedziała. Ale dokąd i na czym? Poleciwszy się więc Bogu, pozostały na miejscu. Oczywiście w całym mieście nikt oka nie zmrużył, wyczekując co dalej będzie. Wtem około godz. 6 rano dnia 30 lipca dają znać, że Prusacy zajęli Maciejowice. Wnet w piwnicach naszych zjawia się kapral w pikielhaubie otoczony żołnierzami i mówi: „Guten morgen”, a jednocześnie pyta, czy nie ma tu Ruska i zagląda każdemu latarką elektryczną w oczy. Nastaje parę godzin spokoju. Rosjanie z wolna cofają się na całej linii ku Podzamczu, a potem ku Wschodowi. Niemcy ich napierają – robiąc bezustanne rowy i osłony, między innymi linia takich rowów była wzdłuż ogrodu proboszcza – ukryta za szpalerem żywopłotowym. Cały dzień bój artyleryjski lub karabinowy, parę razy na polach pomiędzy Maciejowicami a Podzamczem uderzano na siebie na bagnety.
Dzień 31 lipca około 10 rano – wychodzą z Podzamcza – naprzód nad Okrzejkę się umacniają, potem w lesie Sobolew, wreszcie cofają się całą masą.
1 sierpnia około godziny 3 po południu granat rzucony przez Rosjan za Podzamczem zapalił stodołę plebańską. W oka mgnieniu drewniana stodoła pokryta słomą stanęła w płomieniu za tym poszła stajnia, obora, chlewy, spichrz etc. Wszystko, co było w tych budynkach, spłonęło. Między innymi parę koni, 5 krów, świnie, drób, bryczki, wozy – nawet psy z łańcuchów nie mogły być spuszczone. Strata ogólna w tym pożarze oceniona na 6484 dla samego proboszcza. Ogólne zaś straty dla parafii wynoszą rub. 25 129, licząc w to ziemię i kamień przygotowany na grodzenie cmentarza grzebalnego. Pod wieczór 30 lipca wzmaga się walka. Około godz. 7 Niemcy ogniem huraganowym atakują Podzamcze – Rosjanie silnie odpowiadają. Mnóstwo rannych i zabitych. Zakładane pierwsze opatrunki dać mogą lekarz i Siostry Miłosierdzia – po czym ranni byli wysyłani z jednej strony ku Radomowi, z drugiem ku Brześciowi. Ksiądz Lucjan Antoniak znający język niemiecki wszystkim bez różnicy wyznania – kto tylko chciał – udzielał pomocy religijnej. Walka ustaje zaledwie na chwilę, po czym znowu wre z całą zawziętością.
31 lipca ponowne bombardowanie Podzamcza. Spalone budynki gorzelni, oranżeria, dom administracji – gdzie  się mieścił sztab rosyjski. Hrabiostwo Zamoyscy, tj. hr. Andrzej, dziedzic, jego małżonka Karolina de Bourbon, córka [nieczytelny wyraz], Karolina, syn Jaś – zostają zmuszeni przez Rosjan do wyjazdu, innych wielu, a pomiędzy nimi bawiący w Podzamczu książę Konstanty Zontag, wikariusz Maciejowic, pieszo uciekają ku Garwolinowi.
Dnia 1 sierpnia o tyle się uciszyło, że można było wychylić się z piwnicy i przejść do kościoła dla odprawienia Mszy św. Kościół przedstawiał straszny widok. Z trudem można było w kaplicy Serca Pana Jezusa przygotować ołtarz. Na Mszę, choć to była niedziela, zaledwie odważyły się przybyć Siostry Miłosierdzia i kilkoro wiernych.
2 sierpnia o godzinie 5 rano znowu wybuchł straszny bój. Armaty rozpoczęły, karabiny im bezustannie wtórowały – skończyło się na walce na bagnety. Rosjanie z wolna poczęli się cofać. Kilkuset jeńców zagarnęli Niemcy. Niemcy posądzając, że ktoś z Maciejowic informuje Rosjan, zrobili za plebanią w szpitalu i całym miasteczku rewizję, oświadczając przez usta ks. Antoniaka, którego z sobą prowadzili od domu do domu o północy, że jeżeli wykryją telefon, całe miasteczko wysadzą w powietrze.
2 sierpnia ku wieczorowi. Znowu bitwa z widoczną jednak przewagą dla Niemców.
3 sierpnia. Niemcy zajęli m.in. Sobolew i ciągle posuwali się ku Warszawie i Modlinowi.[iii] W ciągu tych 6 dni bojów pół prawie parafii zostało zniszczone. Następujące miejscowości spalono: 1. Maciejowice – wszystkie stodoły, 2. Oblin całkowicie 4. Podzamcze w połowie 5. Pogorzelec 6. Strych – całkowicie 7. Budy Krępskie 8. Oronne 9. Kobylnica 10. Kawęczyn 11. Uchacze 12. Godzisz 13. Jabłonowiec 14. Leonów 15. Tyczyn 16. Wróble-Wargocin. Prócz tego popalone niektóre folwarki, należące do Dóbr Podzameckich jak Krępa, Domaszew, Stary Dwór, Ksawerynów. Na ogół 45% ludności w parafii zostało bez dachy nad głową i bez chleba.
4 sierpnia i dni następnych dzień i noc przechodziły wojska austriacko-niemieckie. Plebanię zajął jakiś generał pruski. 6 sierpnia polecono nam opuścić i piwnice. Musiałem z siostrami i księżmi szukać przytułku w szpitalu. Siostry Miłosierdzia odstąpiły nam jeden ze swoich pokoików, w którym musieliśmy pozostać całe 3 tygodnie. Tymczasem plebanię i kościół zajęto na szpital dla rannych. Nabożeństwo odprawiało się w małej zakrystyjce. Przypadający wielki odpust na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) odprawiliśmy pod odkrytym niebem, ustawiając ołtarz na zewnątrz pod oknami zakrystii. Za ambonę służył grobowiec rodziny hr. Zamoyskich. 17 sierpnia kościół ewakuowany z rannych – poświęciliśmy dnia 21 sierpnia i na nowo oddali służbie Bożej.[iv] Wreszcie 22 ewakuowano probostwo, wróciliśmy więc do siebie, odtąd normalne stosunki coraz więcej poczęły się ustalać.
Odtąd główną troską było ratować biedną ludność od głodu i chorób, które epidemicznie szerzyć się poczęły – przede wszystkim zaś dijarja [rodzaj biegunki] i szkarlatyna. Na dijarję zapadłem ja sam i dwie moje siostry. W ratowaniu chorych oddały ogromne usługi Siostry Miłosierdzia, tak w szpitalu, jaki i w oddzielnym lokalu – przeznaczonym dla zakaźnych. Była to niełatwa sprawa, bo lekarz szpitalny na początku prawie wojny powołany był do frontu. Innego dostać nie było można. [nieczytelny wyraz] też szpitala zabrali ze sobą Rosjanie. Przyszedł nam z pomocą Arcybiskup Warszawski ks. Kakowski, ofiarując 1700 rub. dla szpitala i dla głodnych. Z wyżywieniem głodnej ludności nie było lepiej. Brakowało wszystkiego. Korzec żyta płaciło się do 25 rub., funt cukru 60 kop. nafty, soli brakowało zupełnie. Pan Bóg jednak nas nie opuścił. Najpierw działały komitety obywatelskie, a pod ich [nieczytelny wyraz] rady opiekuńcze i rady gminne. Dobrzy ludzie też pomagali. Parafia Parysewska przysłała nam około 60 korcy żyta, magazyny te [nieczytelny wyraz] zasiliły ziarnem do obsiewów ozimych.
[v] Lud w ogóle zachowywał się wzorowo, pobożność wśród klęsk i chęć do nauki ogromnie wzrasta. Liczba komunikujących w r. 1916 osiąga 45 000, szkółek z 2 doszło do 12. Nadzieje i ufność w miłosierdzie Boże nigdy nie straciliśmy.
 


[i] Ponieważ pale spaliły się tylko do wody, więc Niemcy na tychże palach ułożyli pomosty, które służyły im przez parę miesięcy do transportu.
[ii] Następujący mieszkańcy plebanii schronili się do piwnic: ks. A. Pleszczyński, proboszcz, [niewyraźny wraz] siostry: Aleksandra, Maria, Leokadia Korybut-Daszkiewiczowa i brat Aleksander z Lucjanem Antkowiakiem, ks. Teofil Wągrowski. Nazajutrz miejscowi: 4 osoby ze służby domowej i sługa kościelny.
[iii] Finał tych 6-dniowych bojów. Padło z obu stron co najmniej 15 tysięcy zabitych i dwa razy tyle rannych. O zabitych świadczą 1600 mogił, a w każdej z mogił od jednego do stu i więcej trupów.
[iv] Same szyby na nowo obstalowane w oknach kościoła kosztowały rub. 700, reperacja dachu i inne najniezbędniejsze poprawki około 1500 rub.
[v] W ogóle Kom. Rad. Gmin. opiekuńcza, którą kierowali miejscowi kapłani dostarczyli do parafii blisko 300 korcy żyta, a później owsa i jęczmienia i kartofli paręset korcy.

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *