Kto w maju 1926 r. zarzucił strzelcom z 1. psk złamanie żołnierskiej przysięgi?

Udało nam się rozwikłać zagadkę księdza, który w garwolińskim kościele żołnierzom z 1. Pułku Strzelców Konnych publicznie zarzucił złamanie żołnierskiej przysięgi. Znamy nazwisko tego księdza, wiemy kim był.

O tym wydarzeniu pisał prof. Zbigniew Gnat-Wieteska w książce pt. 1. Pułk Strzelców Konnych: dowódcy, oficerowie, podoficerowie i tradycje (Pruszków 2012). Jest to historia udziału strzelców z Garwolina w przewrocie majowym z maja 1926 r. Dowództwo pułku opowiedziało się wtedy po stronie Józefa Piłsudskiego, który łamiąc wszystkie zasady demokracji przejął siłą władzę. Żołnierze pułku zostali wysłani przez swoich dowódców do Warszawy, gdzie wzięli udział w walkach z oddziałami prawowitej władzy. W bratobójczych walkach zginęło 6 kawalerzystów tego pułku.

Po powrocie do Garwolina w mieście miało miejsce dramatyczne wydarzenie, które zostało w książce Gnata-Wieteski opisane w następujący sposób:

15 czerwca 1926 r. w Garwolinie odbyło się nabożeństwo za poległych w walkach w Warszawie. Należy wspomnieć, że w kościele doszło do incydentu z księdzem odprawiającym nabożeństwo. Czy to było w czasie mszy wspomnianej wyżej, czy wcześniej nie ustalono. Władysław Giczan wspominał: pamiętam, że po powrocie do koszar w Garwolinie, na drugi czy też trzeci dzień pułk poszedł do kościoła (niedziela czy święto). Pułk poprowadził do kościoła major Romański i w czasie kazania – ksiądz zaczął z ambony podniesionym głosem krzyczeć, że zdradziliśmy Ojczyznę, złamaliśmy przysięgę itp. Więc major Romański (w kościele podczas kazania) podał komendę – «w tył zwrot, kierunek wyjście marsz» i na placu kościelnym pułk czekał, ponieważ kilku oficerów – 2 czy 3-ch dokładnie nie wiem, poszło na plebanię – co tam było nie wiem. Wiem tylko tyle, że księdza tego w Garwolinie więcej nie widziałem. (s.49-50)

Tajemnicą pozostało nazwisko księdza, który był sprawcą tego zajścia.

Pisząc książkę pt. Ksiądz Piotr Kobus CR – portret kapłana, udało mi się ustalić, że w tym czasie swoją posługę w garwolińskiej parafii kończyli księża zmartwychwstańcy. Giczan w swojej relacji sugerował, że zniknięcie księdza z parafii miało związek z rozmową z oficerami pułku, ale niekoniecznie musiało tak być. Zmartwychwstańcy już wcześniej zamierzali z końcem czerwca 1926 r. opuścić garwolińską parafię, ponieważ nie dogadali się z biskupem podlaskim, co do tego, kto będzie proboszczem w Garwolinie. Była to jednocześnie wskazówka, że być może któryś ze zmartwychwstańców był autorem tego zajścia. Nie można było jednak mieć pewności, bowiem 15 czerwca 1926 r. w parafii byli już obecni zmiennicy zmartwychwstańców. W grę wchodziły 4 nazwiska: ks. Wojciech Cyrwus CR, ks. Adam Barwik CR, ks. Marceli Stokowski, ks. Wacław Jankowski.

Coś mi szeptało do ucha, że to jednak pewnie, któryś ze zmartwychwstańców, bo takie zachowanie byłoby w ich stylu. Szukałam nazwiska tego księdza od kilku lat. Kilka dni temu zagadka została rozwiązana.

Po wypadkach majowych z 1926 r. generałowi Lucjanowi Żeligowskiemu polecono uporządkowanie wszystkich spraw związanych z wydarzeniami w Warszawie. Powołano Komisję Likwidacyjną, która zgromadziła pokaźny materiał na temat tego, co się wtedy stało. W zgromadzonych dokumentach znajduje się pakiet materiałów dotyczący stosunku duchowieństwa do wypadków majowych. Jest w nich również opisany incydent w Garwolinie.

Okazało się, że całe zajście w Garwolinie miało miejsce 23 maja 1926 r. (w niedzielę) – w tym czasie w parafii nie było jeszcze księży, którzy mieli zastąpić zmartwychwstańców. W dokumencie pada również nazwisko księdza – głównego bohatera tego wydarzenia. Był nim zmartwychwstaniec ks. Wojciech Cyrwus. Zgromadzone dokumenty informują także o tym, że napięte stosunki między wojskowymi a duchowieństwem trwały także później. Kolejne starcie nastąpiło 6 czerwca 1926 r. i było związane z modłami za nowo wybranego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Ignacego Mościckiego.

Na podstawie dokumentów dowiadujemy się, że 21 maja żołnierze 1. Pułku Strzelców Konnych wrócili z Warszawy. 23 maja 1926 r. w niedzielę, jak to mieli w zwyczaju, przyszli na Mszę św. do kościoła w Garwolinie. Czy modlono się na niej za zabitych kawalerzystów, tego nie wiemy. Całe zajście zaczęło się do tego, że wojskowym trębaczom nie pozwolono wejść na chór, rzekomo z powodu zbyt wielkiego hałasu czynionego przez instrumenty. Przez 3 lata obecności pułku nikomu to nie przeszkadzało, a teraz zaczęło. Po Mszy św. ks. Wojciech Cyrwus CR przypomniał żołnierzom, że kilka miesięcy wcześniej odebrał od nich przysięgę żołnierską. Zaraz potem powiedział im, że ją złamali, że popełnili świętokradztwo. Na te słowa rtm. Wójtowicz, dowodzący żołnierzami, wyprowadził wojsko z kościoła, a mjr Romański udał się na plebanię na rozmowę z proboszczem. Ten stwierdził, że wystąpienie ks. Cyrwusa było samorzutne, nie było z nim uzgadnianie. Czy mjr Romański rozmawiał z ks. Cyrwusem, tego nie wiemy. Mogło to nastąpić w następnych dniach.

Ustawa z dnia 18 lipca 1924 r. o podstawowych obowiązkach i prawach szeregowych Wojska Polskiego, Dziennik Ustaw, 1924, nr 72, poz. 698

Dwa tygodnie później, 6 czerwca w niedzielę, wojsko po raz kolejny przyszło na Mszę św. do kościoła. W trakcie jej trwania burmistrz Garwolina przekazał instytucjom publicznym, w tym dowództwu pułku, polecenie władz wojewódzkich, aby odprawić modły za nowo wybranego prezydenta, Ignacego Mościckiego, który zastąpił na stanowisku Stanisława Wojciechowskiego, zmuszonego przez Piłsudskiego do ustąpienia. Zwieńczeniem modłów miało być odśpiewanie uroczystego Te Deum. Burmistrz poinformował wszystkie instytucje publiczne, w tym dowództwo pułku, o tym fakcie. Modły za prezydenta zarządzono po sumie o godzinie 12. Oficerowie w kościele jednak o tym nie wiedzieli, po skończonym nabożeństwie odprowadzili żołnierzy do koszar. Tam dowiedzieli się, że mają ponownie wrócić do kościoła, ale gdy tam się zjawili, było już po modlitwach. Nikt na nich z nimi nie zaczekał. Wojskowi odebrali to jako akt uwłaczający godności wojska.

Dowództwo pułku złożyło meldunek o obu zajściach dowództwu 2. Dywizji Kawalerii, a ta przekazała dokumenty Komisji Likwidacyjnej gen. L. Żeligowskiego. W meldunku dowództwo pułku domagało się wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych, tzn. wobec duchowieństwa i burmistrza, który za późno przekazał informacje o uroczystym Te Deum za prezydenta.

Wydarzenia te obrazują, jak bardzo podzielone było społeczeństwo po zamachu majowym.

Poniżej zamieszczamy kopie dokumentów, które opisują te wypadki.

Na koniec kilka słów na temat ks. Wojciech Cyrwusa CR (1888-1970). Był góralem, pochodził z Waksmundu na Podhalu. Jak wielu zmartwychwstańców był osobą nietuzinkową. Święcenia kapłańskie przyjął w 1917 r. Przed przyjazdem do Garwolina kilka lat pracował jako kapłan w Ameryce. Od polskich emigrantów uzbierał na dzwony i dywan przed wielki ołtarz do kościoła w swojej rodzinnej wsi (Gazeta Podhalańska, 11 maja 1924, nr 19). Do Garwolina trafił w lipcu 1924 r. Dał się poznać jako gorliwy kapłan, który założył w parafii męskie i żeńskie stowarzyszenia młodzieży katolickiej. W czasie odwiedzin w swojej rodzinnej wiosce zachwalał mleczarnie w Garwolinie i zachęcał swoich krajan do podjęcia podobnego przedsięwzięcia (Gazeta Podhalańska, 19 lipca 1925, nr 29):

(…) w odwiedziny do ks. Cyrwusa z Waksmunda, który obecnie jest przy kościele parafjalnym w Garwolinie, pod Warszawą. Ksiadz Cyrwus interesuje się żywo stanem gospodarczym i duchowym Podhala i w czasie kilkugodzinnego pobytu zwrócił nam uwag, właśnie na ten dział, który w jego parafii tak dobrze się rozwija i poza wielu względami wychowawczymi przynosi gruby zysk okolicznej ludności, jedna na przykład mleczarnia miała obrotu tylko w jednym roku 100000 złotych. To jest już poważny grosz, który został w kieszeni danej wsi. Naturalnie ks. Cyrwus nie omieszkał zaznaczyć, że początkowo lud odnosił się do mleczarń z uprzedzeniem i z trudnością dawał się namówić do dostarczania mleka do mleczarni, ale kiedy poznał, te masło tam wyrabiane czyściejsze jest i lepsze, a zatem droższe, wtedy sami chłopi zaczęli się napraszać, by też przyjąć ich na członków. I teraz już każdy, większa wieś czyni starania, by u niej mleczarnię złożyć. Czy ten przykład nie powinien być podnietą l dla Podhala?

Z Garwolina przeniósł się do Lwowa. Podczas wojny przebywał w obwodzie lwowskim, gdzie doświadczył komunistycznych, antykatolickich i antypolskich represji. Po wojnie pracował w parafii na Woli Duchackiej w Krakowie. Zbudował tam nowy kościół. Miałam okazję czytać kronikę tę parafii. Przez swoich współbraci otoczony był wielkim szacunkiem, a jego śmierć została odebrana jak śmierć ojca rodziny. Ks. W. Cyrwus pochowany jest na cmentarzu na Woli Duchackiej w Krakowie razem z moim krewnym ks. Piotrem Kobusem CR.

Grób zmartwychwstańców na Woli Duchackiej. Foto Anna Ogonowska

Dokumenty pobrano z biblioteki cyfrowej Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce.

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *