Garwolin w czasach zaborów

Przedstawiamy kolejny felieton historyczny z cyklu Rozmyślania o historii Garwolina Romana Talarka.

Chude lata zaborów, czyli warto zapracować na sukces w przyszłości

Z jednej strony, kuśnierstwo, czyli nowy pomysł na życie, a z drugiej, dwie duże inwestycje uratowały Garwolin przed dalszą degradacją w XIX w.: Trakt Wołyński i Nadwiślańska Kolej Żelazna. I te impulsy po dziesiątkach lat zaprocentowały. Ruszyliśmy powoli do przodu jako miasto niczym lokomotywa z wiersza Tuwima.

Jest coś charakterystycznego w historii naszej społeczności. Kiedy w Polsce dzieje się lepiej, my w mieście na tym korzystamy. Kiedy Kraj popada w kłopoty, kłopoty dotykają i nas w dwójnasób. Utrata niepodległości w wyniku rozbiorów to degradacja statusu stołecznego Warszawy. Tak naprawdę dla nas to była degradacja podwójna.

Pod zaborami początkowo lądujemy jako poddani austriaccy na pograniczu Cesarstwa. Ziemie nasze odcięto od spławu Wisłą i od Warszawy. Dotychczas tam zbywano zboże, bydło i nabywano towary przemysłowe. Na dodatek obostrzenia prawne zakazały wolnego wyrębu lasów okolicznych, a to ten wyręb często ratował puste kieszenie mieszkańców. Zlikwidowano nasz samorząd miejski. Dalsze zniszczenia to kampania Napoleona, przetaczające się wojska westfalskie, austriacki korpus Schwarzenberga, a na koniec Rosjanie. Życie uczy, że na przemarszach wojsk ludność cywilna tylko traci. Musiało być naprawdę kiepsko, skoro w 1823 roku nie mogliśmy zebrać pieniędzy na budowę nowego mostu na Wildze, stary zaś groził zawaleniem.

W nowym rozdaniu po Napoleonie stajemy się poddanymi rosyjskich władz w Łukowie, później Siedlcach. Nie dziwi w Garwolinie negatywny resentyment do późniejszego województwa siedleckiego. Zabory kojarzyły z degradacją i władzą ze Wschodu. Na naszą sytuację silnie oddziaływał brak dobrego skomunikowania z większymi ośrodkami i upadek warzelnictwa. Nie mogliśmy sprzedawać, budować, handlować. Garwolin w „Polsce w kształcie dykcoynarza historyczno-statystyczno-jeograficznego” Jędrzeja Słowaczyńskiego (Paryż 1838) jest opisany jako miasto liche, „niegdyś zamożne i głośne z przemysłu, a osobliwie z dobrych warzelni piwa, które do dziś utrzymały się przy swojej sławie”. Mieliśmy też wyjątkowego pecha. Duże pożary drewnianych zabudowań niszczą miasto w latach 1821, 1822, 1825, 1854. Kościół –  punkt centralny miasta, przez lata zaniedbana wizytówka miasta pozostawiał wiele do życzenia.

W tym czasie gdzieś nieopodal rozwijał się Żelechów, mający szczęście do mądrego protektora. A był to pierwszy prezydent Warszawy Ignacy Wyssogota Zakrzewski. Dzięki niemu w Żelechowie  dokonano przebudowy i regulacji miasta, wytyczono nowe ulice i rynek. Zakrzewski ukończył budowę pałacu, założył nowy cmentarz, uwolnił mieszczan od uciążliwych powinności względem dworu oraz stworzył korzystne warunki dla rozwoju rzemiosła. Zwracam uwagę, tak lekko przypominając Garwolakom, że nic nie jest dane raz na zawsze i sprawny sąsiad – administrator, może w perspektywie pokazać, że nie nasze miasto, a sąsiedzkie warte jest dalszych inwestycji i rozwoju.

Zażartuję, że Opatrzność nad nami czuwała i dała nam dar w rękach oraz dwie potężne inwestycje, które ratowały Garwolin przed dalszą degradacją. Darem w rękach było kuśnierstwo. Ten, kto wymyślił szycie kożuchów, określił charakter aktywności mieszkańców na te dwieście nowych lat, podsunął alternatywę rozwoju. Niezależne rzemiosło uczyło jak troszczyć się o swoje. Jak zdobywać skóry daleko na Południu. Jak sprzedać towar w większych miastach. Uczyło nas zaradności w nowym, zmieniającym się świecie kapitalizmu. Sam rolniczy charakter zepchnąłby Garwolin do roli obecnego Latowicza, miasteczka, które miało, podobne jak Garwolin, fazy rozkwitu. O samej profesji kuśnierskiej, jej klimacie wiele by opowiadać i zapewne to dobry temat na odrębny tekst.

Za dwie duże inwestycje w wieku XIX uważam budowę Traktu Wołyńskiego (obecnej S17) w 1836 r. i Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej, czyli kolei. To one uratowały status miasta, jako lidera powiatowego i dały w przyszłości szanse na kopa rozwojowego. Obecnie znane szlaki podróży z obecną stolicą wcześniej nie istniały. Pewnie niewielu z nas zna nazwisko Xawerego Christianiego szefa Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów. A to takim ludziom jak on, my Polacy zawdzięczamy skok cywilizacyjny. Zbudował bowiem w Królestwie Polskim system dróg będący fundamentem przyszłego drogownictwa. I to jemu w dużej mierze zawdzięczamy Trakt Wołyński, zwany początkowo też Traktem Zawiślańsko-Uściługskim. Nową trasą połączył Garwolin z Warszawą – naturalnym rynkiem zbytu. Wraz z szerszym projektem pojawiły się i nasze lokalne modernizacje. Remont domu zajezdnego, co dawało lepsze możliwości podróżowania i pracy poczty. Mostki na Wildze i jeden duży most odpowiadający parametrom szerszej trasy komunikacyjnej. Stara trasa biegła z Warszawy za Wisłą i wracała na naszą stronę dopiero w Puławach. I właśnie to była rewolucja komunikacyjna dla naszych ziem.

Dla porównania mapy z 1827 i 1839 r.

Christiani budował też koleje, ale najwyraźniej zabrakło nam wtedy szczęścia lub umiejętności dotarcia do czynników decyzyjnych. Kolej pociągnięto kilka dziesiątków lat później (1877) z powodów strategicznych. Wojska rosyjskie nad granicą miały sprawnie przemieszczać się przez Warszawę, Nowogieorgiewsk (Modlin) i Iwanogród (Dęblin) do twierdz na Wołyniu. Miasto na tym skorzystało. Krążą u nas różne legendy, kto maczał palce w wytyczeniu trasy bliżej Garwolina niż np. Maciejowic. Ważne, że tory zostały położone i otrzymaliśmy obok drogi kołowej łączącej nas z Warszawą, linię kolejową. Kolejna nić powiązania gospodarczego, cywilizacyjnego i wojskowego. Może dlatego usytuowano u nas później koszary rosyjskiego 13 (37) Pułku Dragonów im. Hrabiego Münnicha. Czynnik osadzenia pułku wojska wzmacniał status miasta.

Trasa planowanej Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej z 1874 r.

Nieopodal w Trąbkach powstał też ciekawy fenomen gospodarczy. Huta Szkła własność rodziny Hordliczka, emigrantów z Czech. Nowatorskie metody zarządzania znalazły uznanie na wystawie światowej w Paryżu w 1867 r. Właściciel otrzymał srebrny medal za jakość wyrobów, wdrażanie postępu technicznego i opiekę nad robotnikami.

Patrząc na daty modernizacji w Garwolinie, pożarów, nieurodzaju widzimy jak bardzo się to wszystko przeplata. Podnosimy się z zastoju i spadają na nas kolejne klęski. Powstaje droga o znaczeniu regionalnym, w mieście szaleją pożary. Budują kolej, my zaś nie jesteśmy w stanie przekonać, aby tory były bliżej miasta. W tym wszystkim jedno w nas pozostało trwałe: upór i praca. Za mało było lokalnych autorytetów, osobowości liderów jak doktor Józef Nowak zajmujący się zdrowiem i higieną mieszkańców, wspierający ich życie społeczne. Budowniczy kościoła, społecznik, bardzo ceniony przez mieszkańców. To on inicjował chociażby powołanie Towarzystwa Straży Ogniowej. Byli też inni. W roku 1912 dr Mieczysław Krassowski za najpilniejsze uważa: dostarczenie dobrej wody do picia, oraz sprawę mieszkań: ciasnych i wilgotnych, brak bruków, oświetlenia, kąpieli i jatek (jedzenie).

Wydawać się mogło, że miasto nie przebije się poza pewien sufit rozwojowy i  cywilizacyjny. A jednak wiele lat pracy u podstaw zaczęło procentować. Czasem po dziesięcioleciach. Już po odzyskaniu niepodległości w latach 30. dwudziestego wieku – wytyczony sto lat wcześniej – Trakt Wołyński stał się solidną, poszerzoną, drogą bitą. Nikt już nie myślał o innym układzie komunikacyjnym na Mazowszu. W latach PRL była to już droga międzynarodowa E372, aby ostatnimi laty przekształcić się w ekspresową S17. Na nowo Garwolin został powiązany z Warszawą, która nie tylko była rynkiem zbytu, ale w przyszłości stawała się rynkiem pracy. Położona trasa kolejowa dała szanse na jeszcze mocniejsze powiązanie z przyszłą Stolicą.

Dostrzegamy ożywienie w społeczności. Jeszcze niewielkie, ale czuć było, że coś się zaczyna. Towarzystwo Straży Ogniowej obok statutowej pracy stawało się inspiracją niezależnej pracy stowarzyszeniowej. Powstało PCK, rozruszała się amatorska działalność teatralna, Polski Czerwony i Biały Krzyż, Towarzystwo Kultury Polskiej, lokalne drużyny harcerzy im. ks. Stanisława Brzózki. Praca samotnych doktorów Nowaków zaprocentowała patriotycznym pokoleniem lat międzywojennych, tym samym, które stworzyło w czasie II wojny światowej silne struktury państwa podziemnego. Kuśnierskie DNA nauczyło myśleć w kategorii niezależności i zaradności, często też nieufności wobec pomysłów podatkowych władz za PRL. Uparte poczucie wolności zawdzięczamy dzielnym mieszkańcom sprzed ponad stu, stu pięćdziesięciu lat. Nie wszystko jest nam dane od razu, ale te chude lata zaborów udowadniają, że nawet w nielicznej grupie, nawet biedni, konsekwentnie budując siłę miasta, mierząc się z przeciwnościami losu, potrafimy pójść dobrą drogą.






Rozmyślania o historii Garwolina Romana Talarka

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *