Ks. Antoni Nojszewski (1844-1921) – wikariusz w Garwolinie

W latach 1869-1874 w parafii garwolińskiej służył wikary ks. Antoni Nojszewski (1844-1921). Jest to postać bardzo znana i zasłużona dla wielu parafii naszej diecezji. Dla Garwolina ks. Nojszewski jest także postacią wyjątkową i zasługującą na szczególną pamięć, ponieważ udało mu się  wyplenić prawie do zera plagę alkoholizmu (jak on tego dokonał?!). Garwolińscy parafianie pod jego wpływem masowo podejmowali zobowiązania abstynenckie i wytrwali w nich przez długie lata. Dowody jego dokonań potwierdza bardzo wielu świadków.

 

Świadectwo wystawił księdzu Nojszewskiemu Jan Jeliński, który odwiedził Garwolin w 1874 r. i szczegółowo opisał swoją wizytę w artykule pt. Z wycieczki w garwolińskie (Opiekun Domowy, 15 lipca 1874, nr 29):

(…) Wpływ moralny księży jest tu dość silny i dotyczy jednej z najsłabszych stron naszego ludu: pijaństwa. Włościanie jak również mieszczanie garwolińscy z całej parafii liczącej do 8,000 dusz, od pewnego czasu wcale nie piją wódki. Z 37 szynków garwolińskich pozostało parę już tylko walczących między życiem a śmiercią. Kto wie, jak potężną w rozwoju prowincjonalnego życia szynki małomiejskie stanowią tamę, ten przyzna niewątpliwie że podobne antialkoholiczne zmowy do objawów najszczęśliwszych zaliczonemi być winny. (…)

 

Drugie potwierdzenie tego faktu znaleźć można w czasopiśmie „Wiek” z 31 marca 1874 r. (nr 70):

W samem mieście Garwolinie i jego okolicach lud ubogi powoli zapomina o nałogu pijaństwa i żarliwie chroni się od tej smutnej wady pod osłonę powszechnej wstrzemięźliwości. W parafii Garwolińskiej pozostało tylko dwóch koronnych pijaków i ci otoczeni są ogólnie wzgardą. Na dwadzieścia jeden szynków, które niedawno były w tem mieście, pozostał zaledwie jeden otwarty. Wiadomości te czerpiemy z bardzo pewnego, bo miejscowego źródła.

 

 

 

Kolejne potwierdzenie tego fenomenu znaleźć można w czasopiśmie „Zorza” z 6 sierpnia 1881 (nr 32):

List z Powiatu Garwolińskiego.
O mieszkańch Garwolina i sąsiedniéj kolonii Józefka pod Trąbkami.
Pilawa w Czerwcu 1881 r.
Garwolin, miasto powiatowe gubernii Siedleckiej, rozłożone przy szosie lubelskiej, składa się z 300 kilkunastu domów. Posiada szkołę elementarną, kościół murowany, starannie utrzymywany, a jak słychać mają podobno w miejsce teraźniejszego kościoła parafijanie swoim kosztem za staraniem księdza dziekana parafii Garwolińskiéj, nowy kościół znacznie większy budować, co daj Boże, żeby jak najprędzej do tego przyszło, bo dotychczasowy kościół jest za szczupły dla potrzeby parafian. Szanowni księża w Garwolinie, gorliwie pracują nad oświatą i wykorzenieniem złego pomiędzy ludem. Są téż w Garwolinie zaprowadzone śpiewy chóralne złożone z kilkunastu śpiewaczek i śpiewaków miejscowych; śpiewu w każdą niedzielę uczy z nut po nabożeństwie Szanowny Ksiądz Wikary, szczególnie podobają się kazania głoszone z ambony przez kapłanów parafii Garwolińskiej, nieraz rozrzewniające do łez. Jest téż i apteka, doktór powiatowy, poczta i księgarnia mała założona przez p. Klimeckiego felczera, w której można za mała opłatą dostać do czytania lub kupić książkę.
Garwolanie celują innym trzeźwością, gdyż przed siedmiu laty wyrzekli się picia téj obmierzłej gorzały. Znajduje się teraz nieszczęściem kilku takich, którzy nazad się powrócili do tego szkaradnego nałogu a pijąc po kryjomu przed ludźmi myślą, że ludzie nie będą o nich wiedzieli; jednakże przed Panem Bogiem się nie skryją, bo Stwórca Wszechmocny przenika mury, ściany, skały, przepaści, serca i myśli ludzkie swoim wzrokiem opatrznym.
Garwolin zamieszkują rolnicy, gospodarze i kilkudziesięciu rzemieślników, a reszta mieszkańców są żydzi trudniący się rzemiosłem, handlem i drobnem kramarstwem. Grunta Garwolanie mają dobre pszenne w 3 polach. Gospodynie trudnią się drobnym przemysłem, wyrabiają spódniczki wełniane tak zwane szorce, fartuchy wełniane i płótno domowe na swoje potrzeby i na przedaż, zamiłowane są w czystości i porządku, kochają nadzwyczaj swoje rodzinne miasto; dowodem tego jest to, że żadna dziewczyna nie chce wyjść za mąż za człowieka z innej, a nie swojej parafii.
Miasto Garwolin do 300 kilkudziesięciu posiada domów, a jednakże nie ma swojej straży ogniowej ochotniczej; czyżby Garwolanie byli takimi zniewieściałymi ludźmi, żeby się nie zebrali na założenie u siebie straży ogniowej, tém bardziéj, że ich stać na to, bo są dosyć zamożni?
Dnia 25 maja r.b. , o godzinie 10 w wieczór wybuchł pożar o 3 wiorsty od Garwolina na folwarku Sulbiny, majątku p. Orłowskiego; spaliła się obora, a w niej blizko do 80-ciu sztuk bydła; przyczyna pożaru ma być podobno nieostrożność służącej, która dojąc krowy wieczorem przy świecy, takową palącą  się zostawiła pomiędzy bydłem, od której się zajęła najpierw słoma, potem i cała obora z bydlętami poszła z dymem.
A teraz muszę czytelnika przeprowadzić do Józefki kolonii 7 wiorst odległej od Garwolina. We wsi téj panuje pijaństwo i sprośna rozpusta. Przed paru laty stała się tu straszna zbrodnia, właśni synowie za namową matki powiesili w stodole swego pijanego ojca.
Dnia 13 czerwca r.b., na przechodzącego żyda i prowadzącego krowę kupioną, w lesie pomiędzy Osieckiem a Zabieszką napadli rabusie, i tak go zbili i strasznie poranili, że stał się nieżywym; wtedy dopiero rabusie obdarli go i zabrali mu 20 rubli pieniędzy, samego zaś żyda wrzucili w bagno w wodę, dotychczas złapali 2-ch zbrodniarzy. Śledztwo usilnie się prowadzi. W przeszłym znów roku na służącą wiejską dziewczynę, powracającą od swego brata z Trąbek Katarzynę S., napadło kilku łobuzów wyrostków, zaczepili ją w lesie godząc na jéj wstyd dziewiczy. Szczęściem dla niéj, że brat jéj szedł za nią w nieznacznem oddaleniu, więc na jéj krzyk przybiegł z dwoma towarzyszami i napastników rozpędził.
Te trzy wypadki są jasnym dowodem ciemnoty rodziców w wychowaniu dzieci i nienależytego wpojenia w nich zdrowych zasad świętej religii katolickiej, bo zdarza się pomiędzy ludem naszym, szczególniej między młodymi wchodzącymi w stan małżeński, że na examinie przed ślubem nie umieją zmówić poczciwie pacierza. A więc potrzeba dla ludu nauki, światła i jeszcze raz światła!
Łonczyński Jakób z osady Osieck.

 

       

 

Kolejne potwierdzenie tego faktu znajdujemy w artykule „Gazety Świątecznej” z 11 marca 1888 (nr 11):

 

NOWINY.
Włościanie garwolińscy. Dobrze słychać o włościanach z okolic miasta Garwolina w gubernji Siedleckiej. Dawniej bywała u nich nędza — zarobki i zdrowie wódka niszczyła, ale od lat piętnastu jest zupełnie inaczéj. Całe wsie, usłuchawszy dobrych rad dawnego wikarjusza, księdza Antoniego Noiszewskiego, przyrzekły nie pić wódki i dotąd słowa dotrzymują. Przy trzeźwości byt ubogich włościan poprawił się, a ich gospodarstwa zakwitły. Odznaczają się dziś rządnością wsie: Miętne, Niecieplin, Leszczyny, Jagodne, Puznów, Wola Rębkowska i Rębków. Gospodarze tamtejsi mają osady złożone z dwunastu do trzydziestu morgów wcale dobrej ziemi. Do uprawy jéj zaprowadzają nowe ulepszone narzędzia. Przy każdym prawie domu jest ogród owocowy, a szczególniej w tych latach dużo nowych sadów pozakładano. Odznacza się tém najbardziej wieś Rębków. Włościanie chętnie zajmują się hodowlą bydła, a konie mają niektórzy po parę set rubli warte. Tylko pszczelnictwo w téj okolicy jakoś się nie rozwija; a choć kto ma pszczoły, trzyma je po staremu w kłodach. Domy włościańskie są w tych wsiach dość obszerne, widne i schludne. Izba główna ma podłogę i piec kuchenny angielski z blachą do stawiania garnków i kanałami wewnątrz. Wielu gospodarzy zajmuje się kupiectwem. Najwięcéj ich handluje owsem, niektórzy drzewem,a inni skupują i wożą do Warszawy na sprzedaż mleczywo, jaja, drób i dziką zwierzynę. Co czwartek wyjeżdża ztamtąd po kilkadziesiąt furmanek jednokonnych, aby zdążyć na targ piątkowy do tego miasta. Mają dobry kawał drogi, bo mil osiem, ale szosa ułatwia przejazd. Jeden z włościan, Franciszek Kałuska, prowadzi tak duży handel nabiałem, jajami i drobiem, że podobno co tydzień za jakie trzysta rubli tego towaru skupuje i zbywa. Drugi, Andrzej Makulec, handluje wołami i duże z tego ma korzyści. Jednym z najbardziéj rzutkich gospodarzy jest w tych stronach Jan Mikulski z Leszczyn, człek zdolny, który potrafi być i cieślą, i budowniczym, i mechanikiem, i młynarzem. Dwanaście lat temu, mając 500 rubli, kupił on młyn od niemca za 9500 rubli. Puścił go zaraz w dzierżawę na lat kilka, pieniądze za to wziął z góry, część dopożyczył i spłacił całą należność poprzedniemu właścicielowi. Gdy dzierżawa się skończyła, przebudował młyn, porobił w nim nowe ulepszenia i wystawił drugi taki o dwóch kamieniach. Pokazało się więc i na włościanach garwolińskich, że nieźle ludziom dziać się może i bieda im nie będzie straszna, jeśli tylko powstrzymają się od nałogów niszczących mienie, czas, rozum i zdrowie.

 

 

Ks. Antoni Nojszewski za akcję antyalkoholową był prześladowany przez władze carskie (na podstawie opracowania Pawła Kubickiego pt. Bojownicy i kapłani za sprawę kościoła i ojczyzny w latach 1861-1915: materiały z urzędowych świadectw władz rosyjskich, archiwów konsystorskich, zakonnych i prywatnych. Cz. 1. Dawne Królestwo Polskie. Tom II. Diecezja Lubelska z Podlaską i Płocka, Sandomierz 1933):

 

 

 

 

Na zakończenie podajemy wspomnienie pośmiertne o księdzu Nojszewskim opublikowane przez „Ziemię Lubelską” 14 września 1921 (nr 288):

 

 

Ś. p. ks. Antoni Nojszewski.
W d. 10 września o g. 2-ej po południu na letnisku w Świdniku rozstał się z tym światem ks. Antoni Nojszewski.
Ks Antoni Nojszewski, Magister św. Teologji, Prałat Scholastyk Kapituły lubelskiej, Regens Seminarium lubelskiego urodził się dnia 6 czerwca 1844 r. we wsi Górki Grubeki, gminy Jaczew, w pow. Węgrowskim, ziemi Siedleckiej.
Po ukończeniu szkół w Siedlcach w r. 1862 wstąpił do Seminarjum Podlaskiego w Janowie. W roku 1865 jako clericus minorum ordinum wysłany na dalsze studja do Akademji Warszawskiej, w której ukończył dwa kursy. W roku 1867 po zamknięciu Akademji Warszawskiej i skasowaniu Diecezji Podlaskiej dnia 29 lipca, wyświęcony na kapłana przez ś. p. ostatniego biskupa Podlaskiego Benjamina Szymańskiego, kapucyna. Był to ostatni akt czynności biskupich i jurysdykcji biskupiej biskupa Benjamina.
We wrześniu 1867, przez Rządcę Djecezji lubelskiej i zarazem Administratora skasowanej przez rząd moskiewski Djecezji Podlaskiej, ks. prałata Kazimierza Spanowskiego wysłany na dokończenie nauk do Akademji duchownej w Piotrogrodzie, którą ukończył w r. 1869 ze stopniem Magistra teologji I. ordinis. W roku 1869 przeznaczony na Wikarjusza do Garwolina. W ciągu 7 lat gorliwej tam pracy kapłańskiej podniósł znacznie poziom moralności parafian zwłaszcza przez zaprowadzenie wstrzemięźliwości od napojów upajających.
W roku 1876 przez ś. p. Biskupa Walentego Baranowskiego, mianowany był Wice Regensem Seminarjum w Lublinie, a w roku 1885 przez ś. p. Biskupa Franciszka Jaczewskiego, podówczas Administratora djecezji, Regensem tegoż Seminarjum. W r. 1801 został kanonikiem Kapituły, w roku zaś 1898, Prałatem Scholastykiem. Był też cenzorem ksiąg duchownych w djecezji lubelskiej.
Jako Regens dźwignął prawie z ruiny gmach Seminarjum lubelskiego, zbudował przy nim piękną kaplicę, odrestaurował starannie kościół Seminaryjny, spuściznę po Misjonarzach i pozostawił powierzony Mu zakład na wysokości zadania.
W roku 1908, został posunięty na godność Prałata Archidiakona.
W roku 1919 wskutek nadwątlonego zdrowia został na własne żądanie zwolniony z obowiązku Regensa Seminarjum z pozostawieniem na stanowisku profesora z tytułem Regansa „honoris causa”. Z prac literackich ma wysoką wartość jego „Liturgia Rzymska” wydana w Warszawie w 1903 r. oraz drugie wydanie tejże w 1914 r.
*
W poniedziałek b.t. zwłoki ś. p. ks. prałata Antoniego Nojszewskiego zostały ze Świdnika przewiezione do kościoła Św. Agnieszki na Kalinowszczyźnie skąd o godz. 5-ej popoł. zwłoki zostały odprowadzone do kościoła Katedralnego.
We wtorek 13 września o godz, 10 rano w kościele Katedralnym Mszę żałobną odprawił J. Eks. Biskup Fulman, któremu archidjakonował ks. prałat Zenon Kwiek, jako honorowi kanonicy asystowali ks. Zawistowski i Skowronek.
Stosowne przemówienia z ambony wygłosił ks. Kan. Krasuski.
Po Mszy św. J. E, ks. Biskup odprawił egzekwie żałobne. O godzinie 4 popoł. z kościoła wyruszył kondukt żałobny ze zwłokami ś. p. ks. Nojszewskiego na cmentarz miejscowy. Kondukt do bram cmentarnych prowadził ks. prałat Z. Kwiek, zaś od bram j. E. ks. biskup Fulman.
Na cmentarzu ks. kar. Szaleśniak wygłosił odpowiednie przemówienie.
W odprowadzeniu zwłok ś. p. ks Nojszewskiego, prócz licznego duchowieństwa, które zjechało się z całego Województwa i Warszawy, wzięły udział Siostry Szarytki, Urszulanki, dzieci miejscowych ochronek, oraz liczne grono publiczności. Cześć Jego pamięci
      

 

 

 

Artykuły i książki pobrane z eBUW, ich oryginały znajdują się w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz uzupełnij równanie/To add a comment complete the equation UWAGA/ATTENTION!!! Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.