Sprawa Benedykta Kosucińskiego – nauczyciela w szkole elementarnej w Garwolinie

Sebastian Jędrych wygrzebał w Archiwum Państwowym w Lublinie księgę zawierającą dokumenty szkoły elementarnej w Garwolinie z lat 1844-1864. W kolejnych wpisach będziemy prezentować jej historię. Dzisiaj przedstawiamy 10-letnie zmagania o odwołanie nauczyciela tej szkoły.

O tej szkole wspominaliśmy już na tym portalu. Z przytoczonego artykułu wynikało, że szkoła w Garwolinie istniała od 1855 r. Znalezione dokumenty dowodzą, że została założona wcześniej. Na portalu był już także publikowany jeden z dokumentów dotyczących tej szkoły, a mianowicie taki, który opisywał spór mieszkańców miasta z proboszczem z 1857 r. o pomieszczenia dla szkoły. Według garwolinian proboszcz zajął pomieszczenia bezprawnie, żądali, aby tytułem rekompensaty pozwalał czerpać pożytki ze swojego gruntu na rzecz szkoły.

Akta szkoły zaczynają się bardzo ciekawie, od opisu skargi, którą złożyli mieszkańcy miasta do władz oświatowych, na jedynego nauczyciela garwolińskiej szkoły – Benedykta Kosucińskiego. Z dokumentów możemy się dowiedzieć co nieco o tym bakałarzu.

Benedykt Kosuciński urodził się w 21 marca 1798 r. w Stoczku Łukowskim. Ukończył 5 klas w szkole w Łukowie. Wykształcenia pedagogicznego nie posiadał, ale „na mocy kwalifikacyi szkolnych przez dawny Dozor Szkoły Garwolińskiej na początku roku 1826 ówczesnej władzy nad szkołami przedstawiony bez egzaminu został do obowiązków upoważniony”. W 1828 r. otrzymał nominację na funkcję nauczyciela w Garwolinie. W 1835 r. stosowna władza potwierdziła jego nominację, biorąc pod uwagę fakt, że w czasie powstania listopadowego zachował lojalny stosunek do cara. Funkcję nauczyciela pełnił bez żadnych przerw i przenoszenia. Do 1842 r. pobierał pensję w wysokości 67 rubli 50 kopiejek rocznie oraz 12 sążni półkubicznych drzewa opałowego. W 1842 r. podwyższono mu ją do 90 rubli rocznie.

Do roku 1840 garwolińscy mieszczanie byli zadowoleni z niego jako nauczyciela. Problem pojawił się, gdy w mieście powstała szkoła rzemieślnicza, w której Kosuciński dodatkowo uczył w niedziele i święta. Garwolińscy rzemieślnicy mieli obowiązek posyłać swoich terminatorów na lekcje, bowiem świadectwo szkolne było im potrzebne, żeby ucznia wyzwolić. Nie wszyscy posyłali swoich uczniów, a takim nauczyciel nie chciał wydawać świadectw. Co więcej informował władze o tych, co się uchylali od obowiązku szkolnego. Ściągnął tym na swoją głowę niezadowolenie niektórych osób, które wysłały do władz oświatowych skargę, aby nauczyciela z Garwolina natychmiast odwołać.

Benedykt Kosuciński apelował do władz o nieprzenoszenie go natychmiastowe na inne miejsce, z tego względu, że wynajął ogród, z którego miał dodatkowy dochód do szczupłej nauczycielskiej pensji. Przenosiny oznaczały dla niego katastrofę finansową, a miał na utrzymaniu żonę, troje dzieci i służącego.

W sprawie Benedykta Kosucińskiego wypowiedziały się wszystkie uprawnione czynniki. Jedni trzymali jego stronę, dowodząc, że skarżącym nie jest ogół mieszkańców, a jeden zły człowiek. Inni natomiast przyznawali, że nauczyciel na początku był bardzo sumienny, ale z czasem opuścił się i nie wypełniał swoich obowiązków należycie. Zgromadzone dokumenty w sprawie są ciekawym przykładem biurokracji tamtych czasów. Dość powiedzieć, że przez 5 lat władze oświatowe powiatu łukowskiego nie potrafiły przygotować ostatecznego raportu w sprawie.

W 1849 r. zostały ponaglone przez Zarząd Okręgu Naukowego Warszawskiego. Spowodowało to osobistą wizytę Inspektora Szkoły Powiatowej w Łukowie w Garwolinie. Z przedstawionego przez niego protokołu dowiadujemy się, co było przyczyną zwłoki w sprawie. Otóż prowadzenie śledztwa w innym mieście wiązało się z kosztami podróży i utrzymania na miejscu. Inspektor z Łukowa wnioskował po powrocie do domu o zwrot kosztów wyjazdu do Garwolina, ale spotkał się z odmową, bowiem działał na obszarze sobie podległym.

W sprawie skargi na Benedykta Koucińskiego ostatecznie wypowiedział się Kurator Okręgu Naukowego Warszawskiego. Z wydanej przez niego decyzji dowiadujemy się, że to Stanisław Niedzwiecki w imieniu mieszkańców Garwolina składał skargę. Skargę oddalono, uznając, że zarzuty wobec nauczyciela są fałszywe. Kurator zalecił przy pierwszej nadarzającej się sposobności przenieść jednak nauczyciela do innej miejscowości, bowiem jego stosunki z mieszkańcami Garwolina nie układały się dobrze.

Po 7 latach od złożenia skargi mieszkańcy miasta, powiadomieni o decyzji kuratora, postulowali przeniesienie Benedykta Kosucińskiego do Piasków Litewskich, a sprowadzenie do Garwolina nauczyciela, Alexandra Kulczyckiego, z tej miejscowości. Z przedstawionego pisma, podpisanego przez Szczepana Piesiewicza, wynika, że garwolinianie zarzutów pod adresem Kosucińskiego nie wycofywali i chcieli się go pozbyć za każdą cenę. W piśmie pojawiają się konkretne zarzuty wobec nauczyciela: opieszałość w wypełnianiu obowiązków, pijaństwo i bicie dzieci.

Prośba mieszkańców Garwolina została odrzucona z tego względu, że wskazany nauczyciel został przeniesiony w inne miejsce. Wyraźnie widać, że władze warszawskie były przychylne mieszkańcom Garwolina, jednak władze powiatowe robiły wszystko, żeby nie doszło do faktycznego usunięcia nauczyciela i przeciągały sprawę pod każdym możliwym pretekstem. Kolejnym powodem odroczenia odwołania był wybór nauczyciela, który miał zastąpić Kosucińskiego. Garwolinianie proponowali kilka nazwisk, posiadając wiedzę o zaletach danych nauczycieli. Władze powiatowe zawsze znajdowały jakiś powód, żeby uznać przeniesienie danej osoby za niemożliwe. Takim powodem było na przykład to, że Kosuciński musiałaby się daleko przenosić.

W roku 1853 sprawa przeniesienia Benedykt Kosucińskiego ugrzęzła na dobre. Jego złe stosunki z mieszkańcami Garwolina prawdopodobnie pogłębiły jego problemy z alkoholem. Władze szkolne zaniepokojone doniesieniami na ten temat zastanawiały się, czy nie ukarać Kosucińskiego naganą. W 1853 r. Szczepan Piesiewicz, w imieniu mieszkańców, ponownie wniósł prośbę o zmianę nauczyciela, dowodząc, że stosunki między nim a mieszkańcami i ich dziećmi są nieznośne.

W 1854 r., po 10 latach starań, udało się pozbyć Kosucińskiego z Garwolina. Na jego miejsce zatrudniono Józefa Skwarskiego, który wcześniej były nauczycielem we wsi Żelechlinek w pow. rawskim.

To nie był koniec problemów mieszkańców Garwolina z nauczycielami. W kolejnych wpisach zaprezentujemy ciąg dalszych historii szkoły elementarnej w Garwolinie.

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  • 45
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *