Łaskarzew – o rzemieślnikach i pędzeniu alkoholi w domowym zaciszu słów kilka

Czym zajmowali się nasi przodkowie? Ano typowe dla średniowiecznych miast było rolnictwo i hodowla zwierząt, w szczególności bydła, owiec jak i świń. Ciekawostką jest, że w dokumentach można znaleźć informację o nieużywanym lesie pastewnym. Czym był taki las? Był to specjalny obszar leśny z dużą ilością dębów, brzózek i innej maści drzew liściastych, a służył on głównie wypasaniu świń. Jak powszechnie wiadomo dzik to świnia, a jak dziki lubią żołędzie, to i świnie lubią żołędzie. Spore obszary łąk do wypasu znajdujemy jeszcze nawet w aktach z końca XIX wieku, a i większość z was pamięta zapewne konie i krowy wypasane na Pasterniku. Według lustracji przeważała hodowla owiec i krów, a jeśli chodzi o owce, były wypasane na Baranisze. Baranicha jako miejsce, spotkałem już w dokumentach z końca XVIII wieku. Świadczy to o tym, że barany były hodowane od niepamiętnych czasów. Kiedyś gniazdowały tam nawet cietrzewie, ale wraz z odejściem od wypasu oraz zamienieniem Baranichy w pole, cietrzewie w naszej okolicy wyginęły.

A jak było z rzemieślnikami? W średniowieczu, jak wiemy, istniały cechy. Cech skupiał wszystkich rzemieślników danego zawodu, jak i zawodów pokrewnych, tak jak cech szewski zawierał też kuśnierzy. W pracy pani Kubiak znajdujemy informację, że po upadku miasta w XVII wieku w mieście był; kowal, kuśnierz, stolarz dwóch krawców i szewc. Miasto zamieszkiwało wtedy tylko 40 rodzin, reszta ludności zginęła i rozpierzchła się po okolicy. Wracając do cechów, cech był organizacją, która po pierwsze miała pilnować jakości wytwarzanych przedmiotów. Miała pewne obowiązki, jak i przywileje oraz dbała, aby nikt nie pracował na czarno. Jak to się miało w życiu codziennym? Jeżeli ktoś chciał zostać rzemieślnikiem, musiał odbyć termin u mistrza, który uczył go zawodu. Po tym czasie przystępował do egzaminu i tworzył tak zwany majstersztyk. Był to przedmiot, który wyrażał cały kunszt ucznia, jakiego się nauczył. W przypadku szewców była to wyborna para butów, w przypadku kuśnierzy bogato zdobiony pas, w przypadku garncarzy był to wybitnie ozdobiony garnek bądź misa. Jeżeli cech uznał, że przedmiot jest wyjątkowej jakości, czeladnik zostawał mistrzem, jeśli nie, musiał powtarzać okres terminowania u tego samego bądź innego mistrza. Zawód często przechodził z ojca na syna, było tak, dlatego że dziecko od małego było przysposabiane do zawodu, a i narzędzia przechodziły z ojca na syna i to nawet przez kilka pokoleń. Z tymi narzędziami to nie było tak prosto. Dobre narzędzia mogły służyć nawet kilku pokoleniom. Tak jak moi przodkowie Antoni, jak i jego syn Szczepan należeli do cechu kuśnierzy zarówno w Łaskarzewie, jak i w Garwolinie. A co działo się, jak pojawił się w mieście ktoś spoza cechu i sprzedawał swoje wyroby? Cech dbał, aby taki przypadków nie było, gdyż po pierwsze musiał pilnować jakości po drugie rzemieślnicy z cechu opłacali coś w rodzaju składek emerytalnych lub w razie wypadku i śmierci rzemieślnika jego rodzina otrzymywała od cechu pieniądze. Wracając do konkurencji, najpierw zazwyczaj dawano do zrozumienia takiej osobie, że jeśli chce tu pracować, to musi wpisać się do cechu. Jeśli nie, chciał to zazwyczaj na początku zdarzały mu się „wypadki”. Znikały narzędzia, ktoś mu podrzucił jakiś felerny bubel i słownie dawano do zrozumienia, że nie jest tu mile widziany. Jeśli zaś to nie skutkowało, przychodzili smutni panowie i robili z nim porządek. Wracając do zwyczajów cechowych, bardzo ważnym elementem należenia do cechu było przestrzeganie BHP. Nie dziwcie się, już w średniowieczu kazano przestrzegać bezpieczeństwa i higieny pracy. W przypadku kuśnierzy było to między innymi:  zakaz używania tych samych noży do jedzenia i wyprawiania skór, zakaz zabawy dzieci w miejscu, gdzie wyprawia i garbuje się skóry, należycie dbać o czystość narzędzi. Zakaz wykorzystywania popsutych garbników do wyprawiania skóry i wiele innych prostych i jak dla nas wiadomych rzeczy wynikających po prostu z rozsądku.

Analizując metryki kronik parafialnych, przytoczę kilka nazwisk mistrzów cechowych z naszej okolicy byli to: Zackiewicz Mateusz urodzony około roku 1767 – mistrz cechu garncarskiego, Kisiel Maciej – mistrz szewski urodzony około 1776, Zackiewicz Michał – mistrz kowal urodzony około 1757, Anusiewicz Jan – mistrz szewski urodzony około 1778, Suchecki Jan – mistrz szewski urodzony około 1778, Puchalski Andrzej – mistrz szewski, Fliszkowski Tadeusz – mistrz rymarski, Urawski Jan urodzony około 1782 – mistrz tkacz, Lewandowski Andrzej – mistrz krawiec, Otowicz Norbert – mistrz młynarski, Lewandowski Wawrzyniec – mistrz garncarz, Paśnicki Antoni – mistrz kuśnierz, Freliszka Wojciech – mistrz szewski, Ruszkowski Paweł – mistrz garbarz, Witosiński Tomasz – mistrz stolarz i wielu, wielu innych.

Wracając do miasta, w pracy pani Kubiak i rewizjach klucza dowiadujemy się o tym, że miasto miało charakter typowo rolniczy. No ale coś się nie zgadza, przecież czopowe od wyrobu i sprzedaży trunków było największe w powiecie stężyckim, a browar był tylko jeden na plebanii, więc „o co kaman”? Ano każdy obywatel miasta Łaskarzewa robił piwo i pędził gorzałkę! Zezwalał na to przywilej miejski i prawo to było w mocy do końca XVIII wieku, kiedy to pod zaborami położono łapę na cały przemysł spirytusowy. Czy się udało, to widać do tej pory, że jedni nadal pędzą bimber nielegalnie, a przepisy wobec piwa na szczęście zelżały i pozwalają na produkcję piwa, ale nie na jego sprzedaż. Jak robiono piwo kiedyś w Łaskarzewie? Już wyjaśniam. Na początku zbierano ziarna jęczmienia lub pszenicy i moczono w beczkach z ciepłą wodą, aby puściło kiełki. Następnie kiełkujące ziarno poddawano suszeniu na piecach lub palono i rozcierano na drobno. Brzeczkę gotowano, aby cukry proste zawarte w kiełkujących ziarnach rozpuściły się w wodzie. Następnie brzeczkę chłodzono i odstawiano w kąt w celu fermentacji. Beczek nie zamykano, aby nie powstał ocet, a przykrywano najwyżej materiałem. U nas do piwa dodawano zioła, o czym wspominają kroniki w Archidiecezji Poznańskiej. Co z chmielem? Można go dodać, ale nie jest wymagany, chmiel stanowi jedynie dodatek. Piwo następnie filtrowano cebrzykiem lub podawano prosto z beczki. Miało ono mniej procent alkoholu niż piwa obecne, było mętne, ale i bardziej pożywne. Popularnym przyśpieszaczem w fermentacji piwa był chleb najczęściej razowy, wrzucany bezpośrednio do beczki w małych kawałkach. A co jeśli piwo się popsuło w trakcie fermentacji i uległo zakażeniu? Dawano świniom lub w wyjątkowych przypadkach sprzedawano przejezdnym, gdyż wypicie takiego zakażonego piwo oprócz złego smaku powoduje najczęściej tylko zwykłe rozwolnienie. Oczywiście nie namawiam do próbowania picia popsutego piwa w obecnych czasach, gdyż coraz częściej zamiast trzech składników, jakimi są woda, słód i chmiel pojawiają się tańsze zamienniki, takie jak: syrop glukozowy, wyciągi z kukurydzy czy inna chemia. Zachęcam zaś do kupowania piwa od lokalnych browarników lub mniejszych browarów, które stawiają na jakość, a nie na ilość.

A co z gorzałką? Dokładanie tak samo jak z piwem, wszak z piwa też można zrobić bimberek. Cała zasada polega na tym, aby oddzielić alkohol od wody czyli odparować lub jak mawiano w tamtym okresie należy ją palić. Andrzej Fiedoruk pisze: „natomiast konsumpcja wódki odgrywała znacznie większą rolę na ziemiach leżących na wschód od Wisły, a szczególnie na wschodnim Mazowszu, Podlasiu i Lubelszczyźnie gdzie w XVIII wieku pito jej dość dużo”. Świadczy to o sporej tradycji w regionie w paleniu wódek. A jak taką wódeczkę zrobić w domu? Obecnie woda, cukier i drożdże, i aparatura do fermentacji składająca się z garnka, w którym będziemy podgrzewać zacier, chłodnica i butelki do napełniania owocem naszej pracy. A dawniej w domu, jak to wyglądało? Ano metodą na miednicę. Zacier zaś był głównie owocowy, polegał na soku z owoców lub nawet z samego chleba, który namoczony w wodzie i zawierający drożdże potrafi zacząć fermentować. Ile mocy miały wódki w tamtym czasie? A to zależne od aparatury, jak i zacieru, ale średnia wychodziła około 25 procent w wieku XVI do czystego spirytusu w wieku XIX. Wracając do produkcji domowej, zacier, który odstał okres fermentacyjny (około miesiąca), stawiano na palenisko, w zbiorniku z zacierem stawiano miskę, do której skraplał się alkohol, a to wszystko przykrywano miednicą z zimną wodą. Taką aparaturę prezentował Wojciech Cejrowski podczas jeden swych podróży, bodajże na Dominikanie.

Tym akcentem kończę ten tekst i zapraszam do komentowania, wyrażania opinii i zadawania pytań.

Sebastian Paśnicki – historyk, społecznik, pasjonat historii lokalnej i rzemiosła. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci.

Fot. Karczmy Polskie / zbiory AGAD

Podziel się tym ze znajomymi! Poinformuj ich o garwolin.org
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *