Dr Antoni Michałowski o stanie sanitarnym Żelechowa (1903)

Poniżej zamieszczamy artykuł zasłużonego żelechowianina, dra Antoniego Michałowskiego, opublikowany w czerwcowo-lipcowym numerze miesięcznika “Zdrowie” w 1903 r. Opisał z nim szczegółowo stan sanitarny Żelechowa. Artykuł opisuje także jego bezskuteczne zabiegi poprawy stanu higieny w mieście. Ciekawą postacią w tej opowieści staje się burmistrz miasta stojący w opozycji do dra A. Michałowskiego.

 

Żelechów wobec kwestyi uzdrowotnienia miast prowincyonalnych

Podał Dr Antoni Michałowski z Żelechowa

 

Żelechów jest miastem guber. Siedleckiej, pow. Garwolińskiego. Ludności ma 7,505; w tem żydów 4,838, zatem 2/3. Domów 351, w tem murowanych 16. Ulic 20, brukowanych 7.

Zatrudnienia. Ludność chrześcijańska trudni się rolą i rzemiosłami; żydowska przeważnie handlem, faktorstwem i też rzemiosłami.

Najbardziej rozwiniętym jest przemysł szewski. Co najmniej 400 szewców, przeważnie Polaków, wyrabia rocznie przeszło 100,000 par obuwia, na sumę około 300,000 rub., wysyłając je hurtownie do południowej Rosyi.

Około 20 krawców tandeciarzy, wyłącznie żydów, przy pomocy co najmniej 300 krawców, w mieście zamieszkałych, wyrabia odzież dla klasy średniej i ludu.

Z rzemieślników są tu jeszcze: stolarze, bednarze, ślusarze, kowale, blacharze, rymarze, czapnicy, kuśnierze, murarze, zduni, garncarze, szklarze, gonciarze, zegarmistrze, malarze; a także: szwaczki, pończoszarki, modystki. Słowem, jest wszystko, prócz – akuszerki.

Sklepów monopolowych 2, fabryk napojów gazowanych 3, garbarni 17, mydlarni 2, olejarnie 3, piekarni 15, w tem 5 chrześcijańskich; sklepów rozmaitych 120, spożywczych polskich 3; restauracyi 2, piwiarni 3, farbiarni 6, fabryk gilz 3.

Z powyższego widać, że Żelechów jest miastem przemysłowem, handlowem i wogóle ruchliwem; że ludzie tu pracują, zarówno chrześcijanie, jak i żydzi.

Stan sanitarny Żelechowa jest opłakany. Żyjemy tu, jak azyaci, grzęznąc w błocie i trując się zepsutem powietrzem i wodą zakażoną w studniach. Dla przykładu przytoczę kilka szczegółów.

Rynek. Jest to plac obszerny, w małej części przed 50-ciu laty zabrukowany. W stronie północnej mamy bagienko wysychające podczas suchego lata; w zachodniej dołki, pochodzące od wykopywania piasku. Zresztą tu i ówdzie kupy nawozu, kamieni, resztki chodników i rozmaite odpadki. Co wtorek, jako w dzień jarmarczny, plac ten literalnie zapycha się wozami, końmi i ludźmi, pozostawiającymi po sobie grunt przesycony gnojem i moczem. O jakiembądź oczyszczaniu mowy być nie może.

Na rynku stoi piętrowy, zabudowany w kwadrat budynek mieszczący 30 sklepów. Wewnątrz jest podwórko, a na niem chronicznie przepełniony, ohydny śmietnik; 36 rodzin, mieszkających na piętrze, nie mając ustępów, wypróżnia się na tem podwórku.

Rzeźnia miejska. Jest to budynek drewniany poza miastem, o ścianach rzadko bielonych wapnem, o dwu niedużych oknach, ciasny, duszny, bez wentylacyi. Z powodu szczupłości miejsca, zabija się w niej tylko bydło rogate, oraz w bardzo małej ilości owce i cielęta. Reszta zarzyna się na podwórzach, lub przed domami na widoku publicznym. Z powodu nieobecności stosownych urządzeń, nierogacizna zabija się w podwórkach faryniarzy, wśród kwiku, rozlegającego się po szerokiem otoczeniu.

Łaźnia. Jest to budynek zniszczony i posiadający widok wstrętny. Opala się w piątki, i wtedy cuchnąca woda wycieka wprost na jedną z główniejszych ulic, roztaczając dokoła bardzo niemiłą woń. Wewnątrz łaźni jest mykwa, w której niewiasta izraelska po ukończeniu menstruacyi, przystępując do małżeńskiego łoża, obowiązkowo wykąpać się musi. Jest to zwykła studnia, ogrzewana parą za pomocą zapuszczonej do niej rury żelaznej. Zstępując po 26-ciu stopniach, przy coraz przykrzejszem drażnieniu powonienia, dochodzi się do powierzchni szaro-zielonkowatego, lepkiego, ciepłego płynu, owego sparodyowanego źródła porządku Mojżeszowego. Podobno woda czasami się odmienia (?).

Studnie. Z 5-ciu studni miejskich tylko jedna (róg Pałacowej i Warszawskiej ) funkcyonuje prawidłowo o tyle, o ile sąsiedni mieszkańcy reparują psującą się ciągle pompę. Całemi tygodniami, zwłaszcza w zimie, bywa ona odkrytą, a woda – wyciąganą postronkami. Potem idzie 12 studni, tak zwanych społecznych, ogólnie dostępnych, położonych na ulicach i placach. Z tych 6 jest jako tako utrzymanych. Wszystkie są otwarte i źle lub wcale nie obrukowane, z porujnowanemi cembrzynami. Dla tego też, przed kilku laty do studni na bydlęcym rynku wpadła biedna żydóweczka, którą wydobyto po beskutecznych poszukiwaniach w rozmaitych miejscach, dopiero na trzeci dzień. W innej znowu przesiedział noc całą pewien szewc, który wpadł do niej w stanie nietrzeźwym. Cóż więc dziwnego, że w studniach przytrafiają się zdechłe koty, szczury, a także rozmaite rzeczy, jak garnki, kubły, blaszanki, części garderoby i t. d. W tych warunkach nie mogą studnie dostarczać wody czystej i zdrowej, tembardziej, że konsumenci czerpią ją swemi, zwykle brudnemi kubłami. Pozostałych 26 studni prywatnych są niezawsze i nie dla wszystkich dostępne; położone już to w garbarniach, już na ogrodach, lub w podwórzach, wiele w sąsiedztwie chlewów, mają może jeszcze gorsze warunki.

To też tyfus brzuszny jest w Żelechowie chorobą endemiczną prawie niewygasającą.

Zdrój. Tuż za miastem wypływa obfity zdrój z czystą wodą. Tuż po wyjściu rozlewa się on po bagienku nieogrodzonem, tworząc przed miastem żywy i obfity strumień, który, przepływając przez miasto i zabierając wszystkie nieczystości i cuchnące ścieki, zamiast ożywczego wpływu, roznosi obrzydliwą woń, a zapewne i zarazki.

Staw. Od strony zachodu przylega do miasta kilkomorgowy, błotnisty, badylem zarośnięty staw. Do jego brzegów podąża, zwłaszcza w rannej i wieczornej porze, prawie cała ludność sąsiednia dla braku ustępów przy domach. Nadto staw ten przyjmuje ścieki z siedmiu garbarni i rzeźni. Zapachy tego stawu dają się odczuwać zdaleka.

Wiele innych pozycyi, niczem nie lepszych, pomijam. Sądzę bowiem, że to, com powiedział, dostatecznie scharakteryzuje stan sanitarny naszego grodu.

Komitet sanitarny. Wyrobiło się w naszej municypalności przekonanie, że mieszkańcy Żelechowa, zwłaszcza żydzi, tak się zrośli z brudem, że wszelkie nawoływanie ich do porządku jest pracą daremną.

Z tego zapewne powodu, w zastosowaniu przepisów sanitarnych niema ścisłości; najczęściej wypełniają się one na papierze. Wprawdzie od czasu do czasu straż miejska nakazuje zamiatanie ulic i robi protokóły za nieporządki, ale to wszystko, mając znaczenie tylko tymczasowe, status quo utrwala.

Wobec powszechnej zabiegliwości w rzeczach publicznego zdrowia, jako lekarz miasta, nie mogłem pozostawać obojętnym widzem gwałcenia najelementarniejszych zasad hygieny i porządku. Po kilkakrotnej, bezskutecznej interwencyi w sprawach zdrowotnych miasta, postanowiłem zwrócić się do władz o powołanie do życia, figurującego na papierze komitetu sanitarnego.

Komitety sanitarno-wykonawcze (sanitarno-ispołnitelnyja kommisii) ustanowione zostały przez Radę lekarską przy Ministeryum Spr. Wewn., na posiedzeniach 16 i 23 marca 1893 roku, za no 171 i 174, i zatwierdzone przez p. Ministra 19 i 23 marca tegoż roku. Przeznaczone one były do walki z cholerą. Gdy w praktyce okazały się nader pożytecznemi utrzymano je na stałe.

To też i p. Gubernator siedlecki, rozporządzeniem z dnia 2 lipca 1898 roku za No 502, uznał za konieczne, aby komisye sanitarno-wykonawcze pozostały, jako instytucye stałe, funkcyonujące i bez cholery.

P. Gubernator zatwierdził i skład komitetu dla m. Żelechowa w osobach: kasyera, dwu ławników, lekarza miejskiego i aptekarza, pod przewodnictwem burmistrza.

Na skutek mojej odezwy, naczelnik powiatu Garwolińkiego, poruszył komitet żelechowski, który odbył pierwsze posiedzenie d. 30 października 1902.

Po sprawozdaniu na gruncie okropnego stanu rynku i niektórych innych części miasta, postanowiono odbywać posiedzenia co tydzień.

Na posiedzeniu następnem, dnia 1 listopada, przy współudziale kilku wezwanych do narady właścicieli domów, zadecydowano utrzymywanie obowiązkowe przy domach stróżów dla utrzymywania porządku, wkładając na nich jednocześnie obowiązek stróżowania w nocy. W ten sposób właściciele domów mogliby się wyzwolić z obowiązku wysyłania stróżów nocnych kolejno. System ten jest kłopotliwym, kosztownym i zupełnie bezużytecznym.

Na temże posiedzeniu podzielono miasto na 12 rewirów, oddając je pod dozór 12-tu zawiadowców, którym polecono szczegółowe ich zbadanie i zdanie z tego relacyi komitetowi. Proszono prezydującego (burmistrza) o najśpieszniejsze wydelegowanie szarwarku do zasypania błota i dołów na rynku.

Na 4-em posiedzeniu, 13 listopada, w dalszym rozwoju kwestyi stróżów, a mianowicie co do ich liczby, zgodzono się, że w rynku na 40 domów dostatecznem będzie dwu stróżów, i trzeci ma żyć przy wyżej oznaczonym budynku ze sklepami, który znajduje się na samym środku rynku; czwarty zaś przy dwu domach należących do właściciela wsi Żelechów.

Upoważniono mieszkańców rynku do zrobienia umowy ze stróżami, zobowiązując ich, aby co drugą noc po dwóch kolejno stróżowali.

Postanowiono, aby właścicieli tych domów, które będą już zaopatrzone w stróżów stałych, zwalniać od posyłania stróżów nocnych podług obecnego systemu.

Tegoż dnia zapisano do protokółu: komitet sądzi, że przykład i doświadczenie rynku, działalność zarządzających rewirami, oraz pertraktacye z właścicielami domów znaczenie ułatwią ułożenie warunków co do stróżów i w dalszych częściach miasta.

Projekt zaprowadzenia stróżów znalazł u wszystkich nadspodziewanie przychylne przyjęcie. Każdemu uśmiechała się myśl, że będzie zabezpieczonym od protokółu, do którego sposobności nigdy nie brakowało. Mieszkańcy innych dzielnic domagali się usilnie, aby zaprowadzić też stróżów i u nich. Kandydatów na stróżów było kilkudziesięciu.

To też już na następnem posiedzeniu d. 20 listopada, jako zawiadujący tym rewirem, miałem możność złożenia komitetowi własnoręcznych podpisów mieszkańców rynku, obowiązujących się do płacenia pensyi stróżom, a także i kontraktów, zawartych z nimi przez upoważnionych do tego 3-ch obywateli.

Na tem też posiedzeniu uradzono zgłosić się przez wójtów gmin do mieszkańców okolicznych wsi z prośbą, aby jadąc do Żelechowa na jarmarki, zabierali po drodze bodaj po trzy kamienie na wybrukowanie rynku.

Na szóstym posiedzeniu postanowiono, między innemi, zaprosić rabina i członków dozoru bóżniczego dla naradzenia się w kwestyi pobudowania na placu kahalnym ogólnych ustępów, na które rabin posiada plany, zatwierdzone jeszcze przed 6-ciu laty.

Na to wszystko prezydujący wystąpił z opozycyą, dowodząc, że wszystkie nasze uchwały są nielegalne, że on, będąc związanym zależnością od władz, zgodzić się na nie nie może. Oświadczenie to, przez żadnego z członków nie podzielane, zostało zapisanem do protokółu.

W dalszym ciągu miały przyjść na porządek dziennych kolejno: studnie, szlachtuz, jatki i t. d. Gdy jednak następne posiedzenie do skutku nie doszło z powodu fatalnej pogody, drugie z racyi jakoby nawału pracy w magistracie, gdy nic z tego, co zadecydowano w komisyi, wykonanem nie zostało, nawet doły na rynku stoją do dziś otworem, wszyscy się do bezowocnej pracy zniechęcili i na posiedzeniach bywać przestali.

Z dniem 1 stycznia r. b. stróże, na mocy kontraktów, zaczęli pełnić obowiązki. Gdy jednak magistrat po dawnemu nakazywał kolejno z numerów stróżów nocnych, gdy straż ziemska zrobiła parę protokółów, rozchwiało się wszystko i… do dawnego powróciło stanu.

I mimowoli przychodzą na myśl słowa poety o tych ludziach jako konchy, co to raz do roku “otworzą usta, raz westchną ku niebu i znowu wrócą do swego pogrzebu”.

Korzyści z komitetu sanitarnego. Niedługa ta zabawka w komitet sanitarny nie była jednak bezowocną: rozjaśniła ona wiele kwestyi i zniosła niektóre uprzedzenia.

Dowiedzieliśmy się, że mieszkańcy Żelechowa, zarówno chrześcijanie, jako też i żydzi nie mają tak wielkiego do porządku wstrętu; tylko że zaprowadzić go u siebie i utrzymać nie potrafią, a nawet nie mogą, z powodu skrępowania warunkami otoczenia.

Przekonaliśmy się, że więcej można zrobić radą i przyjacielskiem porozumieniem się, aniżeli groźbą i protokółem, który nie usuwając nieporządku zostawia sprawę w zawieszeniu aż do wyroku sądowego; na ten zaś wyrok długo nieraz czekać potrzeba, a w rezultacie, po uwzględnieniu towarzyszących okoliczności, nie zawsze ona na niekorzyść oskarżonego wypada.

Przekonaliśmy się, że niepodobna stwarzać zarządzeń ogólnych: należy indywidualizować każdą dzielnicę, każdą grupę domów. Trzeba badać stan rzeczy w najdrobniejszych szczegółach, kombinować, gdzie co jest możebnem, drogą porozumienia się z właścicielami domów, łączyć ich po kilku do jednego ustępu, śmietnika; po kilku, kilkunastu, a nawet kilkudzisięciu na jednego stróża.

Przekonaliśmy się, że trzeba mieszkańców dopuścić do narad, aby zrozumieli, że nie mają do czynienia ze zwykłym, sporadycznym objawem gorliwości sanitarnej, że tu nie o prostą formalność, ale o ich pożytek chodzi. Toć to oni sami najbardziej odczuwają brak ustępów, zwłaszcza w porze zimowej, a bardziej ze względu na kobiety, dzieci, starców i słabych.

Toć to oni płacą grzywny i odsiadują kozę za nieporządki, których usunięcie nie jest często w ich możności.

Przekonaliśmy się najdowodniej, że nasze władze małomiasteczkowe, zajęte sprawami swego urzędu, nie mają czasu ani też ochoty do zagłębiania się w powyższe szczegóły i do rozprawiania z mieszkańcami. Wrzekomo nie zgadza się to z ich stanowiskiem. Wierzą oni tylko w protokół. Upraszcza on wszelkie działania i stawia wobec władz w zupełnym porządku.

Przekonaliśmy się, że zależność hierarchiczna krępuje ich przy wglądaniu w stan rzeczy faktyczny, nie legalizowany. Nie zdołaliśmy np. wzniecić dyskusyi o nielicznych chederach i domach modlitwy, dlatego  że ich niby niema, bo nie są sankcyonawane.

W większości przypadków władze małomiasteczkowe, dla których cenzus umysłowy wymaganym nie jest, posiadając odrębne światopoglądy, ważności sanitarnych urządzeń nie uznają; a jako tymczasowi mieszkańcy miasta, z którem ich nic nie łączy, o dobro jego mało się troszczą. Wobec tego, usiłowania nasze musiały pozostać bez skutku.

Wnioski. Zaznaczyłem już na wstępie, że Żelechów posiada warunki analogiczne z wieloma tego rodzaju miastami. To daje mi podstawę do uogólnienia wysnutych z praktyki tutejszej wniosków i do zaproponowania środków zaradczych dla innych tego rodzaju miejscowości.

Jak człowieka złego nie powstrzyma od występku żadna groźba, kara i choćby najściślejszy dozór bez zaszczepienia zasad moralnych, tak również najściślejszych dozór sanitarny z protokółami i karami nie przyuczy mieszkańców do porządku, nie dając im takich urządzeń, któreby same przez się dozór ten ułatwiały, a w wielu razach czyniły go nawet zbytecznem. Do takich w pierwszym rzędzie zaliczam: ustępy i śmietnik urządzone porządnie, oraz stróże, utrzymywani przy domach obowiązkowo; a nadewszystko – stałe komitety sanitarne, przeważnie lub też wyłączenie z miejscowych elementów sformowane.

Ustępy i śmietniki. Brak ustępów i śmietników jest najważniejszym powodem zanieczyszczenia miasteczek; przeto przedewszystkiem należy je uporządkować, a egzystujące do porządku doprowadzić.

Mieszkańcy każdego domu winni mieć dla siebie ustęp i śmietnik prywatny, zaś dla zbierających się do kościoła, bóżnicy, na jarmarki i wogóle dla wszystkich, którzy z ustępów prywatnych korzystać nie mogą, trzeba pobudować ogólne – publiczne.

Ale w tem leżą trudności do zwyciężenia niełatwe: 1) brak stosownego miejsca przy domach, gdyż niektóre z nich nie posiadają ani jednego cala placu, mając jedynie wyjście na ulice. 2) pobudowanie ustępów bez systematycznego ich oczyszczania, sprowadziłoby prawdziwą na mieszkańców plagę.

To też rozwiązanie kwestyi ustępów i śmietników w zupełności zależy od organizacyi stróżów, którzy utrzymywaliby je w porządku i od utworzenia instytucyi stałej, której wyłącznym celem byłaby piecza nad stanem sanitarnym danej miejscowości. Jedynie ona mogłaby się skutecznie zająć wynalezieniem miejsca, sporządzeniem planów, zastosowaniem najlepszego systemu budowy ustępów, wyszukaniem potrzebnych funduszów i t. p.

Stróże. W większych miastach nikt nie wyobraża sobie domu bez stróża. Na partykularzu zaś rzadko jest o nim mowa chociaż on i tu również jest koniecznym. Gdzie tylko jest podwórze, chodnik, ustęp, ulica, gdzie za przekroczenie przepisów porządku jest sąd i kara – wszędzie stróż przy domu jest osobą niezbędną.

Ale w miastach pomniejszych dom pojedyńczy nie jest w stanie utrzymać stróża. Z drugiej zaś strony właściciel małego domu, zwykle z pracy rąk żyjący, robić porządków osobiście nie ma czasu, jak również i chodzić co jakąś dziesiątą noc na stróżowanie.

W tych warunkach mieszkańcy winni się łączyć w spółki, najmując wspólnie stróża na kilka lub kilkanaście domów, stosownie do ich skupienia, wielkości, obszerności podwórza, szerokości ulicy i przylegających placów i t. p. Te sprawy również dadzą się załatwić tylko przy pomocy i roztropności ludzi dobrej woli, spawom sanitarnym w zupełności oddanych.

Towarzystwo sanitarno-wykonawcze. Jasnem jest więc, że w kwestyach ustępów, śmietników i stróżów może działać skutecznie tylko instytucya specyalna, wyłącznie dla celów zdrowotnych utworzona. Konieczność jej bardziej się uwydatni, gdy na prządek dzienny przyjdzie wiele kwestyi, jak: studnie, zdroje, rzeźnie, place, ulice, wreszcie mieszkania prywatne. Niezbędną się stanie, gdy będzie szło o urządzenia, wymagające specyalnych technicznych wiadomości, o wyszukanie na to funduszów. Instytucya ta, nie krępowana względami hierarchicznymi, winna mieć swobodę w komunikowaniu się ze wszystkiemi władzami; powinna mieć prawo kołatania tu i ówdzie, czy to w formie prośby, propozycyi, czy przypomnienia; winna mieć prawo urządzania odczytów, koncertów, przedstawień i t. p. Winna ona mieć charakter czysto praktyczny, wykonawczy. Nie jej rzeczą byłoby roztrząsania kwestyi teoretycznych. Jej obowiązkiem raczej winno być zastosowanie praktyczne postulatów, wypracowanych przez Towarzystwo Hygieniczne Warszawskie, z którem w najbliższych powinno zostawać stosunkach, zasięgając jego rady w każdej wątpliwości. W zakres działalności takiej instytucyi musiałoby wejść wszystko, coby się do uzdrowotnienia danej miejscowości przyczyniało, nie wyłączając i organizowania lokalnej pomocy lekarskiej ogólnej, czy też tylko dla biednych, stosownie do potrzeb miejscowych.

Zarówno jak we wszystkich niedomaganiach społecznego znaczenia, tak też i w kwestyi nader smutnego stanu naszych miasteczek, jedynym jest system samopomocy. Zgodzono się na ten system we wszystkich krajach cywilizowanych, zwłaszcza po niefortunnych próbach rozwiązania wszystkich kwestyi społecznych przez państwo w Niemczech.

Nasz rząd przyjął to w zasadzie. I jeżeli dozwolił na tworzenie się różnych towarzystw: kredytowych, rolniczych, racyonalnego polowania, opieki nad zwierzętami, ochotniczych straży ogniowych i t. p., dlaczegoby miał odmówić swej sankcyi dla Towarzystwa opieki nad zdrowiem społeczeństwa?

Trzeba więc co najrychlej wyjednać pozwolenie na tworzenie takich towarzystw i zatwierdzenie ich przez władzę, do osiągnięcia czego proponuję utworzenie specyalnej komisyi.

Dopóki jednak tego się nie uzyska, należy postarać się o uruchomienie komisyi sanitarno-wykonawczych, prosząc pp. Gubernatorów o mianowanie do nich więcej członków z miejscowej inteligencyi, stawiając na czele znane z doświadczenia i dobrych chęci osoby.

Protokóły tych komisyi, przesyłane w kopiach do władz wyższych i nie oponowane, winny mieć moc obowiązującą.

Towarzystwa sanitarno-wykonawcze są wprost konieczne. Bez takich bowiem instytucyi (jak to już zaznaczyłem na wstępie) wszystkie choćby najlepsze i najpraktyczniejsze postanowienia co do uzdrowotnienia naszych miast prowincyonalnych zostaną tylko pięknymi teoryami, które w czyn wprowadzone nigdy nie będą i żadnego pożytku nie przyniosą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz uzupełnij równanie/To add a comment complete the equation UWAGA/ATTENTION!!! Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.